#961 – magia świąt

Wszyscy już czekali na święta. Na dzikie ubieranie choinki, podjadanie w czasie gdy babcia gotowała przysmaki na wigilię. Na słodycze, na przybywające do kraju pomarańcze i banany. I przede wszystkim na prezenty od gwiazdki. Ten czas oczekiwania dłużył się i dłużył coraz bardziej każdego dnia. Na początku było znośnie, ale z każdym rokiem coraz bardziej czuł niepokój przed tym okresem. Okresem kiedy można było słuchać krzyków i obserwować, jak się teraz, po latach, wydaje niegroźnych, awantur, które dla kilkuletniego dziecka urastały do potęgi wojny. Kiedy nie mieszkali już z dziadkami, początkowo nie wiedział dlaczego tato musi przygotowywać potrawy świąteczne sam, podczas gdy mama śpi. Kiedy dorastał koledzy mówili, że ona po prostu pije. Zbyt dużo, zbyt często, tak że nie kontroluje tego co mówi i robi. Wstydził się z tego powodu, wstydził się też kiedy przestała pracować, a ojciec jak łoś znosił to wszystko niczym wielbłąd czy inny wół zaprzęgowy. Dusili to w sobie wszyscy, wspólnie, latami. Atmosfera w domu była raz lepsza raz gorsza, ale kiedy zbliżał się wyczekiwany czas przesilenia zimowego, gwarancja, że będzie jazda i grobowa atmosfera przykryta białym obrusem i opłatkowymi życzeniami była stuprocentowa, mocniejsza niż spirytus zza wschodniej granicy.

Czy mógł kogoś za to winić? Pewnie jako dziecko mógł i miał do tego prawo. Teraz jako dorosły facet, wie, że to po prostu zbieg okoliczności wielu wydarzeń, wielu wyborów osób które miały wpływ na jego życie, podjętych przez innych decyzji powodowanych, zdawałoby się, dbaniem o dobro dzieci. Słuchaniem tego co ma do powiedzenia „Goździkowa” czy inna „Nowakowa”, albo gość w czarnej sukience.

Czy da się od tego odciąć? Zapomnieć? Zrozumieć?

Może i się da, ale nie warto. Warto o tym pamiętać by nie powtarzać błędów pokoleń i dzielić się radością życia z własnymi dziećmi, bliskimi, przyjaciółmi, otoczeniem.

To o czym myślał chłopiec to tylko wierzchołek góry lodowej wystający ponad powierzchnię wody, skrywającą resztę skomplikowanej sytuacji, konfliktów rodzinnych, podsycania nienawiścią, niechęcią, brakiem akceptacji i ogólnym niezadowoleniem. Co gorsze wszystko w atmosferze katolickich prawd, przykazań i innych papierowych figur.

Kulfon, kulfon, co z ciebie wyrośnie? Jabłko na wierzbie czy gruszka na sośnie?

Czy skończysz marnie jak twoi przodkowie, ba koledzy, czy zdołasz wyjść z tego obronną ręką?

Toksyczna prawda, toksyczne związki. Toksyczne środowisko. Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej.

Dzieląc się życzeniami i opłatkiem, pamiętajmy o takich ludziach. Nie są niczemu winni, są zależni od nas, od dorosłych, którym ufają bezgranicznie, otwarcie i na zawsze.

Nie wszystko złoto co się świeci. Nie dla każdego świąteczny czas, to czas wesoły, radosny i zwiastujący coś dobrego. To po prostu czas przetrwania, aby do wiosny.

Mężczyzna uśmiechnął się. Miał szczęście przejść przez to i nie zwariować. No może, chociaż tak nie do końca, choć bywało ciężko, ale to już tematy na zupełnie inną historię.

*) Zbieżność nazwisk i postaci zupełnie przypadkowa

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *