Kolejny tydzień śmignął niepostrzeżenie. Nie zdążyłem niemal wykonać pełnego obrotu, a minęło kolejne 168 godzin mojego życia. Niby nic wielkiego, a jednak, pomimo braku chęci, siły i wewnętrznego wigoru, zrobiłem krok, mam nadzieję, że naprzód. Drobne przeziębienie, wyzwanie dotyczące skoordynowania małego projektu medialnego, zdanie kolejnych 4 egzaminów na techniku masażyście, przemyślenie aspektów szarego życia i wielokrotna zmiana planów spowodowana pandemią i zmiennością otoczenia (VUCA). Do tego dochodzi niepokój o naszych wschodnich sąsiadów, do których mamy w linii prostej z 70km.
Co będzie dalej? Jak żyć normalnie? Jak spełniać się i realizować pomimo przeciwnościom i niedogodnościom? W sumie przecież nie ma na co narzekać. Są ludzie, którzy nie mają nawet domu, źródła utrzymania i innego celu w życiu, jak przeżyć kolejny dzień. Tu nie chodzi o to by dostrzec czy szklanka jest do połowy pusta czy pełna. Chodzi o to by wiedzieć kiedy spożytkować jej zawartość i mieć pomysł i zabezpieczenie, aby ją znów napełnić. Czy więc rozpatrywanie szklanki ma jakikolwiek sens?
