#971 – z górki

Kiedy się rodzisz, najtrudniejsze już za tobą. Prawdopodobieństwo, że ty to ty i że się urodziłeś, to szczęście niebywałe, a nie jakiś grzech.

Teraz to już z górki. Musisz przeżyć to co ci dane, poczuć to co masz do poczucia, dać od siebie to co możesz i obrócić się w proch. To tylko chwila, więc nie ma co się rozczulać, a trzeba chłonąć co jest do wzięcia i oddać to co masz w zanadrzu, wszak jesteś cudem i wyjątkową, niepowtarzalną istotą.

Nie wiem jak wy, ale ja często mam doła, poczucie bezradności, bezsensu, wykorzystywania przez innych i braku sensu czegokolwiek. Ale idąc tropem motywatorów biegowych – nie liczy się nic innego jak kolejny krok, kolejny metr, a po nim następny i następny. Za zakrętem kolejna prosta, górka, z górki. W końcu meta. I myśl – już nigdy więcej.

I po 5 minutach, kolejna – następnym razem dam radę zrobić to lepiej.

W sumie w życiu niczego nie trzeba. Można, ale nie trzeba. Rób co robisz dla siebie. Nie dla innych, bo i tak wszystkich nie zadowolisz.

Pisząc to wszystko, wcale się nie wymądrzam, tylko staram się dotrzeć do siebie, do tego ja, które jest niezadowolone z wielu aspektów mojego życia – braku kontroli, możliwości zrobienia czegoś co by się chciało.

Że niby możesz wszystko co sobie wyobrazisz? Nie bluźnij i otwórz oczy. Możesz dużo więcej niż ci się wydaje, ale po pierwsze nie wszystko, a po drugie jakim kosztem?

Ale nie jest tak źle – jest bardzo dorze i tego się będę trzymał. Do samego końca i jeszcze troszkę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *