Siedzę cicho, bo mija 14 dni od kolejnego zabiegu na oko. Wszystko w porządku, trzeba się oszczędzać i pora wracać do pracy.
A tymczasem sytuacja wokół gętstnieje. Kurz po pierwszych bitwach opada, podobnie jak podbite spekulacjami ceny paliwa. Pozorny spokój na froncie powoduje wzrost liczby możliwych scenariuszy do rozegrania się w najbliższym czasie. Nie oszukujmy się zbytnio, zginęło już tysiące osób, zatem nie da się wymazać tej tragedii z kart ludzkości (chyba że w publikacjach historycznych). Ukraina tak czy inaczej cofnie się w rozwoju o kilkadziesiąt lat. Uchodźcy, w większości, nie powrócą szybko do swych domów, bo ich po prostu nie mają. Putin na razie może grozić bronią masowego rażenia i atakiem nuklearnym, a nasi włodarze stanęli na wysokości zadania i pojechali PKP do Kijowa. Myślę, że ku uciesze większości społeczeństwa, bo jedni czczą ich za odwagę, inni za glupotę, a jeszcze inni mają nadzieję…
Co martwi mnie bardzo to to, że za ochłapy proponowane Uchodźcom Wojennym, nasi rodacy są skłonni rwać rejtanowskie koszule i rzucać się na tory w obronie naszych madek i innych poczebujących… Odpowiedzmy sobie na prawdziwe pytanie – czy ktoś mający wybór – wziąłby nasz kraj za swój nowy dom? Pomagajmy sobie wzajemnie, nie wiadomo co nas czeka w najbliższej przyszłości, a spekulacje i prognozy możemy sobie wsadzić tam gdzie wychodzi pozostałośc z naszej zbilansowanej diety.
