Do wielu rzeczy się przyzwyczajamy i dostosowujemy. Taka już jest natura ludzka, która z jednej strony pozwala nam przetrwać trudne czasy, z drugiej strony jednak powoduje znieczulicę i zobojętnienie na krzywdę. Innych i własną.
Co się działo na początku pandemii? Co się dzieje teraz, po miesiącu inwazji „Związku Radzieckiego” na Ukrainę?
Pierwszy kurz już opadł, świat zaakceptował zmianę, ludzie cierpią, a wielcy tego świata patrzą z boku, czekając na wykrwienie się obu stron konfliktu…
Nic nie dzieje się bez przyczyny, broniący się zadają ciosy Rosji co jest na rękę wszystkim, a słabnąca Ukraina również nikomu nie zawadzi, bo ci co ją będą odbudowywać, zbiją na tym kolejne majątki.
W czasie nalotów alianckich na południu i zachodzie Francji w celu odwrócenia uwagi od desantu w Normandii w 1944 roku, szacuje się, że zginęło od 80 do 160 tysięcy cywilów francuskich. To daje do myślenia, jak ludzi traktują inne życia i ile są gotowi poświęcić mając wyższy cel.
W naszym życiu, patrząc globalnie, nie chodzi o człowieka. Nie chodzi nawet o rasę ludzką. Chodzi o władzę, pieniądze i wpływy jednostek. I to wcale nie byłoby najgorsze, jeśli tak byłoby komunikowane nam, prostym ludziom. A niestety, celowo, nie jest, gdyz bylibyśmy przygotowani do takiego życia i większa ilość potrafiłaby się w tym wszystkim odnaleźć.
Jest mi wstyd za ludzi jako gatunek. Jest mi też wstyd za inne rzeczy bardziej bliskie rodzinnym stronom, jest mi wsted jak nasz kraj jest widziany z zewnątrz, jakie mamy wewnętrzne spory, a jad któty się pojawia na dole powoduje, że kanibalistycznie się sami pogrążamy.
Jedynym pocieszeniem jest to jak zjednoczyliśmy się by pomóc uchodźcom, ale tutaj też emocje opadną i naród, gotów do zrywów niepodległościowych również się wypali. Nie wiem czy pamiętacie z historii (ja nie pamiętałem) – w ciągu ostatnich 300 lat liczba powstań narodu polskiego zakończonych sukcesem wynosi – 2 (słownie 2).
