Jaki sens ma przerzucanie celuloidowej piłeczki przez co najmniej dwoje ludzi przy pomocy deseczek nad dedykowanym stołem przedzielonym siateczką?
Podobny do rzucania oskarżeniami pomiędzy ludźmi, narodami, „religiowiercami” i innymi podgrupami społecznymi. W zasadzie żaden. Ale, bo zawsze jest jakieś ale – sens tego polega na tym, że poza uwikłaniem odpowiednich grup społecznych w działania, wymagane jest usystematyzowanie ich działań, wprowadzenie reguł i zasad – co wolno, czego nie wolno, kto, kiedy i jak przydziela punkty – jaki jest rozmiar stołu i piłeczki, jakie mają być rakietki, ile razy piłeczka może się odbić itp. itd.
Dalej wchodzą już producenci stołów, rakietek, piłeczek. Tuż za nimi sztab trenerów, psychologów, producentów koszulek, szortów i butów. Doradcy, szkoleniowcy, bukmacherzy, kibice i związek! Związki Tenisa Stołowego, by zarządzić tym pięknym sportem i wyszkolić kadrę na poziomie światowym.
I widzimy, że coś co miało na względzie zabawę i radość przerodziło się jak wiele rzeczy na świecie w coś wielkiego, skomplikowanego i generującego przychody oraz wymagania dla amatorów i zawodników tego sportu.
Najśmieszniejsze jest to, że pisząc ten wpis nie wiedziałem, że tenis stołowy i ping-pong to dwie różne sprawy. Jak więc widać – będąc laikiem i ignorantem, również czegoś się można dowiedzieć.
I ciekawostka w Japonii tenis stołowy to Takkyu a w Chinach Ping Pang Qiu.
