Cisza, spokój, bezruch – urlop. Taaaa, nie ma czasu taczki załadować, pakowanie, stres związany z podróżą, akomodacja, aklimatyzacja, administracja, logistyka, obawy przed strajkami i takie tam przyziemne sprawy.
Dobrze, że jedziemy do rodziny, a rodzina zajmie się pozostawionym przybytkiem, zatem nie ma się czym martwić, ani czego obawiać…
Ale się okazuje, że wracają wspomnienia, te mile i wspaniałe i te straszne, uświadamiające jak kruche jest nasze istnienie i jak niedoskonałymi istotami jesteśmy. Pojawiają się pytania: gdzie jest sprawiedliwość na tym świecie? czy po równo to znaczy sprawiedliwie? czy można i trzeba odpowiadać za decyzje swoich bliskich? czy trzeba dzielić się swoimi porażkami? czy lepiej obwiniać za stan rzeczy siebie czy innych?
Te pytania nasuwają się same podczas codziennych zajęć. Te pytania powodują konieczność przemyślenia po raz kolejny swojego postępowania i zaplanowania kolejnych działań, pomimo tego, że w zasadzie na wiele rzeczy nie mamy wpływu, a chodzi tylko o to jaki mamy stosunek i odczucia do informacji, które posiadamy. Piekło może wydawać się niebem a niebo piekłem,w zależności od okoliczności. To co masz poza sobą wywiera ślad na tym kim jesteś teraz i kim będziesz w przyszłości, ale ty decydujesz jak to się potoczy i jak się w tym odnajdziesz. Nie działaj pochoponie i nie reaguj za szybko na pojawiające się niespodziewane okoliczności. Czasem metoda: działaj natychmiast, jest zawodna i pośpiech jest złym doradcą. Czasem trzeba poczekać, pomyśleć, rozważyć to i owo i po prostu odpuścić.
Pomalutku, powolutku, do krainy krasnoludków. Po kolei wszystko się ułoży, tak jak powinno być. Czasem lepiej, czasem gorzej. Czasem powinieneś zacisnąć zęby i sięgnąć nieba bram, a czasem po prostu iść na skróty po linii najmniejszego oporu. Jak woda…. W końcu optymalna droga się ukaże. Wystarczy poczekać kika chwil, miesięcy, może kilkadziesiąt lat. Pytanie czy jest na to czas?
