Dziś dopadła mnie frustracja. Od jakiegoś, stosunkowo krótkiego czasu, próbuję wrócić do formy po komplikacjach zdrowotnych związanych z operacją. Co oczywiste, moja forma jest niezadowalająca i nie spełnia moich, chyba wygórowanych oczekiwań. Cofnąłem się w fizyczności jakieś 10 lat, co z jednej strony powinno cieszyć, bo takie postawienie sprawy powinno spowodować, że czuję się młodziej, ale fakt jest faktem – czuję się gorzej niż powinienem. Generalnie nie jest źle – na codzień mam kontakt z ludźmi, którzy ćwiczą i nie ma powodów do wstydu, tylko moje ego jest zdruzgotane i chciałoby być na znacznie wyższym poziomie. Tylko jak to się mówi: „to se ne wrati”. Nie ma co przeginać i ryzykować kolejnego epizodu z siatkówką…. Powoli, pomału, dla zdrowia, dla siebie i bliskich.
Wszystko jest jasne, wiem co mam robić, poukładać sobie w głowie trzeba te klocki i robić pomału to co można. Przecież co nagle, to po diable.
A dzisiaj kolejny piękny dzionek z niekończącym się remoncikiem.
Wszak oprócz ludzkiej głupoty i wszechświata, jest jeszcze nieograniczony remont, czyli tzw. Continous Improvement.
