W sumie chyba nie warto szukać jakiegoś głębszego sensu istnienia. Skąd ten pogląd? Ano stąd, że chciałoby się żeby było jak najlepiej na tym świecie, chcialoby się efektywnie realizować zadania w pracy, sprostać wszelakim oczekiwaniom i mieć z tego frajdę, poczucie samorealizacji, samoaktualizacji i długotrwałego pożytku.
Ale prawda (jedna z wielu) może być przecież inna. Ile w sumie ludzi żyło na świecie? Ilu z nich miało takie zagwozdki? Czy byli głupsi od Ciebie? Byli mądrzejsi? Mieli łatwiej czy trudniej? O większości z nich, ba prawie o wszystkich wiemy nic lub prawie nic. Nawet o kluczowych postaciach historycznych wiemy tylo co chcą nam wcisnąć historycy, fanatycy i inni tycy, popierając swoje wywody wypowiedziami nie wiadomo czy istniejacych świadków dawnych czasów, a właściwie słowami wtłoczonymi tym postaciom przez obecnych ekspertów – interpreterów i tłumaczy. Jakie to ma tak naprawdę znaczenie? Wcześniej czy później ludzkość i tak zniszczy ten świat, który znamy. Historia toczy się kołem – wystarczy spojrzeć na kolonizację Ameryk, ekploatację Czarnego Lądu czy inne spotkania z tubylczymi dzikimi plemionami. Wszak tego dokonali praworządni chcrześcijanie, w imię rozwoju kultury zachodu.
Cokolwiek się nie stanie, dokądkolwiek nie zawędrujemy w odległe rejony kosmosu (już po zaoraniu Matki Ziemi), to i tak będziemy ósmym jeźdźcem apokalipsy.
Zatem, nie pora na zwady, spory i zamartwianie się nad swoją życiową misją – trzeba robic swoje, kochać się tu i teraz, cieszyć z każdej możliwości odkrywania siebie i innych. Przygoda nie nadejdzie, ona trwa!
