Cóż, lepiej żeby było nudno czy ciekawie?
W sumie obie opcje z bezpiecznej odległości są godne zainteresowania, gorzej robi się wtedy kiedy okazują się Twoją rzeczywistością. Kiedy przygoda zaczyna się okazywać niewygodna, możliwość ponudzenia się, pobyczenia i zbicia paru bąków wydaje się dosyć kusząca. Podobnie, jeśli robisz dokładnie nic – chęć działania, przenoszenia gór, zbawiania ludzkości czy nawet nabijania kilometrów w nieznane są mega opcją.
Co ludzkość zaproponowała dla takich niezdecydowanych? Różne hobby, począwszy od sportów i aktywności wszelakich, poprzez książki, seriale, gry, do używek, z których chyba najbardziej dostępną, dla naszej części cywilizacji jest alkohol. Acha i na końcu, ale przede wszystkim – religie wszelakie oraz wojenki przez nie propagowane, ale ten temat chwilowo odpuśćmy.
Zajmijmy się teraz alkoholem. Co to ma do zaoferowania?
Picie gwarantuje ci życie na krawędzi. Idąc nią, jesteś przywiązany wątłą linką bezpieczeństwa. Po obu stronach masz cienką warstwę pozornej radości, błogości i ukojenia, pod nią zaś znajduje się otchłań konsekwencji. Począwszy od prostego zrobienia z siebie durnia, poprzez działania niekontrolowane i trudne do oszacowania, aż do prowadzących do zrujnowania zdrowia i powodujące nieodwracalne skutki. Dla siebie, ale co gorsze, dla innych.
Picie wciąga, podobnie jak inne radości życiowe, z tym, że nie oferuje niczego pozytywnego w zamian. A właściwie to co oferuje, jest po prostu złudnym i krótkotrwałym wrażeniem nagrody i stanu separacji od zewnętrznych bodźców, nadmiernie bombardujących zmysły. Pozwala także mieć wrażenie zwolnienia gonitwy myśli i poczucia kontroli nad tym co się wokół dzieje. Bezsennym pozwala zasnąć. Spokojnych potrafi na początku pobudzić. Możesz być fajny dla siebie. Na chwilę.
Jak mawia stare japońskie przysłowie:
Przy pierwszym toaście człowiek pije sake, przy drugim – sake pije sake, przy trzecim – sake pije człowieka.
Ippai wa hito sake wo nomi, nihai wa sake sake wo nomi, samnai wa sake hito wo nomu.
Czy picie można kontrolować? Różnie mówią na mieście. Są fani mocnych trunków, są fani sikaczy i piwek przeróżnych. Inni z kolei twierdzą, że raz na jakiś czas trzeba się koniecznie dogłębnie spotkać z kolegami, by później wzajemnie dochodzić, co kto i kiedy zrobił, co stanowi nie lada zabawę i radochę na długie zimowe wieczory.
Każdy ma swoją metodę na usprawiedliwienie swego sposobu na kontrolowanie tych zachowań i twierdzenie, że wynikają ze wstępnych założeń i woli spożywających. Im bardziej zaś zaczynasz myśleć o kontrolowaniu tym bardziej może się okazać, że jesteś kontrolowany – niezależnie czy pijesz czy nie.
Ci co zaś nie piją i starają się tym „niepiciem” jakoś zarządzić, okazują się również kontrolowani i paraliżowani przez sam fakt możliwości napicia się czegoś co od razu nie zabija i przez to jest jeszcze gorszą trucizną.
Można snuć domysły. Można słuchać doświadczeń wielu alkoholików, można wyciągać własne wnioski na podstawie obserwacji i przeżyć. Niektóre odpowiedzi i twierdzenia same nasuwają się na myśl inne pojawiają się dopiero po szczegółowym drążeniu tematu. I podobnie jak z leczeniem wielu chorób, należy zająć się przyczyną, a nie niwelowaniem objawów i skutków za wszelką cenę.
