I wracamy znowu do sedna bloga. Okazało się, że wciąż gramy w zielone, a wszystko co tu opisuję, to po prostu jego odcienie. Nowy dzień, nowy ja. Dzień siódmy według niektórych religii, dzień pierwszy według innych. Dzień jak dzień według filozofii, którą kiedyś przyjąłem. Dzisiaj mam nadzieję domknąć trzeci semestr kolejnego poziomu rozwoju i dotrzeć tam gdzie czuję, że powinienem być – u boku mojej ukochanej. Czeka tam na mnie, oprócz przyjemnych doznań komunikacyjnych, rola instroktora na kolejnym obozie Karate. Niby podobnie jak za każdym razem, ale zupełnie inaczej. Znowu była krótka chwila refleksji, nad tym co ważne. Prawda często jest trudna do zauważenia, choć jest przed nami, zupełnie widoczna i gotowa do pojęcia, na wyciągniecie ręki, czy rzut oka. Prawda prawdziwa jest tutaj, czy stoisz, czy biegniesz, czy leżysz, czy ciężko pracujesz.
Odrzuć to co zbędne i puść wolno to co trzyma cię przy powierzchni, a wniesiesz się powyżej poziomu własnych ograniczeń psychologicznych. Później już tylko trzeba dbać by nie wznieść się za wysoko i nie skończyć jaj Ikar, ale nad tym również będziemy pracować ciesząc się dobrymi widokami na przyszłość.
