Pamiętacie historie opisujące czasy gdy ziemie pustoszył smok ludojad? Czy walka ze smokiem była trudna? Niebawem dowiecie się szczegółów tej opowieści. Z pierwszej ręki!
Ano były to ciężkie czasy i nikt nie wierzył w optymistyczny rozwój sytuacji. Jak zapewne wiecie smok, był niemal wszechmocny, siał postrach, grozę i zniszczenie w okolicy, a wieści o jego czynach rozeszły się na całe księstwo i daleko poza jego granice.
Do grodu Lubla zaczęli zjeżdżać woje z różnych stron świata, a każdy z nich miał wizję i chęć by pokonać potwora wysłanego ponoć przez samego Welesa, który chciał tym samym ukarać ludzi za pychę i nie dotrzymywanie umów z Bogami. Ludzie jak to ludzie – różne głupoty wygadywali, a wieszcze i trubadurzy snuli pieśni i opowieści, które zmieniały swą treść z godziny na godzinę, w miarę jak wszyscy spożywali coraz więcej piwa i miodu.
Wiele smoków żyło w tych czasach na lądach i w morzach, ale z reguły, jako stworzenia rozumne trzymały się z dala od osad i grodów, bo wiedziały, że niechybnie czeka je śmierć z ręki człowieka. Ta bestia była inna – nieustraszona, mściwa i groźna niczym lipcowa burza! Raz zasmakowawszy ludzkiego mięsa, pokochała ten aromat nad wszystko co do tej pory spotkała i nie mogła się bez tego obyć. Z każdym tygodniem pragnęła więcej i więcej, a w miarę nastawania głodu – nic poza myślą o kolejnej ofierze nie była w stanie dotrzeć do jej mózgu.
Z każdym dniem strach był coraz większy. Ginęli ludzie, ginęły zwierzęta i ginęli obrońcy, którzy mieli rozprawić się z bestyją. Nadeszła cotygodniowa narada. Po zażyciu ducha mocy, straszyzna omawiała kolejne zgony i zniszczenia, bo przecie poza mordowaniem smok puszczał z dymem to i owo. Tym razem podsumowanie było najgorsze z ostatnich 4 księżyców: 8 dziewek, 3 parobków, 3 wojów i 2 sioła. Siedzieli dyskutowali, spacerowali i dumali, nie mieli żadnych pomysłów. Nagle strażnicy wprowadzili gościa. Jak się okazało, posłańca z odległego grodu. Kim była ta osobistość? To dr Atewka, który wiele wiosen temu, jako mały chlopiec pokonał smoka ludojada faszerowanym siarką baranem! Zatem nadzieja wróciła do serc i głów Rady grodzkiej!
Przemyślenia i plany, które snuto nadałyby się to zgładzenia całego stada smoków, ale każde z nich miało jakiś element, którego brakowało do wykorzystania w tym przypadku. A to nie było katapulty, a to wody w Bystrzycy było zbyt mało by smok od niej pękł, a to brakowało małej jaskini, do której można by gada zagonić, unieruchomić i zagłodzić. Kolejny z nich miał szansę powodzenia, wymagał jednak użycia sprowadzonego z dalekiego Wschodu specjalnego proszku, dodatkowo siarki i węgla drzewnego. Składniki były przygotowane – Dr Atewka przywiózł wszystko ze sobą i niczym rączy strumyk przystąpił do dalszych, konkretnych działań!
Minęły tak kolejne dwa tygonie i kolejne dwie ofiary – Wanda, dobra kapłanka oraz Wit, wój nad woje, napadnięci przez ukrytego stwora, gdy byli na spacerze w Starym Gaju. Jednak dzięki temu zdarzeniu wywiadowcy ustalili, że właśnie tam gadzina ma nocną kryjówkę i tam wybrano miejsce zasadzki.
Tego jeszcze nie wiecie – Dr Atewka spędził w dalekiej Japonii 6 zim, gdzie dotarł w poszukiwaniu wiedzy oraz informacji o zwyczajach i sposobach radzenia sobie ze smokami. Gatunek, z którym tutaj miał do czynienia – w odległym kraju nazywany był Obi-Yoko (gdyż na boku miał jaskrawy pomarańczowy pas), ale z uwagi na to, że ten był nasz, krajowy, postanowiono drugi człon nazwy zmienić na rodzimy, Słowiański. Stąd zostało już tak: Smok Obi-Bok.
Plan realizacji działań już był gotowy. Podjęto zatem szybkie jak jaskółka przed burzą działania mające na celu wdrożenie go w życie. Biały kozioł oparty na winorośli nafaszerowany przygotowaną mieszaniną stanął tuż przed świtem na polance w Starym Gaju. Zwiadowcy obserwowali z oddali co stanie się kiedy poczwara zauważy przynętę.
I stało się w końcu! Bestyja przyczłapała zbliżyła pysk do nieruchomej ofiary i delikatnie, by nie przysmalić za bardzo, zionęła płomykiem w jej stronę.
BUUUM!!! Rozległo się w lesie, a zwiadowcy widzieli, jak smocza głowa zniknęła w czarnym obłoku dymu. Cielsko opadło na polanę i po kilku drgawkach znieruchomiało.
Ten koszmar się skończył. Ale wtedy jeszcze ludzie nie wiedzieli, że smocza zbiorcza świadomość już wie, że ten fortel nie uda się już nigdy więcej!
Nastał krótki okres spokoju i radości. Wszyscy tańczyli, weselili się, miód i wino pili, ale już niedługo miały nastąpić kolejne ciekawe przypadki. A wiadomo, że jak coś jest ciekawe, to nie zawsze jest dobre…
