Dzisiaj chciała mnie najść refleksja, co najmniej w takim stylu:
Niektórzy mają marzenie by mieć stałe miejsce zamieszkania, stabilność, przewidywalność, zapewnieną opiekę medyczną, możliwość czytania książek, codziennych spacerów, rekreacyjnego uprawiania sportu, stałych pór posiłków i ciszy nocnej.
I wychodzi na to, że tak jest tylko w więzieniu, bo aby mieć to wszystko, to trzeba włożyć całkiem sporo wysiłku psychicznego, fizycznego a przede wszystkim emocjonalnego. A i tak to jeszcze nie wystarczy, bo trzeba mieć dużo szczęścia w życiu osobistym i zawodowym. Rynek zweryfikuje wszystkich, a tych których nie zweryfikuje, odwiedzi skarbówka, sanepid lub konkurencja, by wesprzeć lokalny biznes.
Uczciwą pracą ludzie się bogacą – tak jak pisano w literaturze, tak widać i słychać w programach wszelakich mediów opisujących działania warstw rządzących w kraju i na świecie. Aż miło popatrzeć i nie pozostaje nic innego jak cieszyć się faktem, w jakim dobrobycie przyszło nam rozkwitać. Kraina mlekiem i miodem płynąca, pełna dobrych niespodzianek, udogodnień i okazji nie do przegapienia.
I już miałem się tym negatywnym myślom poddać, kiedy nie wiadomo skąd dopadła mnie inna myśl:
Wyluzuj chłopie! Niestety nie jesteś pokoleniem Z i nie wypada ci jojczyć, mazgaić się i narzekać na wszystko. Świat jest taki, jakim go wspólnie z naszymi przodkami uformowaliśmy i pozwoliliśmy by zaraza rozpleniła się po społeczeństwie.
Niestety nie znam sposobu ni lekarstwa by uzdrowić system i mogę jedynie robić to co mogę, umiem i jeszcze jestem w stanie! A trochę tego jest! Czy na darmo kręcę się po tym świecie przez tyle lat, starając się rozwijać swoje zainteresowania, horyzonty i świaodmość , by teraz stać się jedynie marudzącym dziadem?
I wyluzowałem. Zrobię tyle ile mogę. Nie obrażę się na świat. Czy obrażę się na ludzi? Tutaj się waham. Pamiętam jak rodzice zawsze wpajali mi zasadę: Mądrzejszy głupszemu ustępuje. I tu nie wiem czy mieli rację? Czy ja czegoś nie rozumiem? Niby z koniem nie warto się kopać, ale zawsze znajdzie się na niego jakiś inny sposób, który zagwarantuje, że sprawiedliwośc będzie po naszej stronie, zatem zacząłem wątpić w tę starą i ważną zasadę.
Głupocie należy powiedzieć nie, ale wydaje się, ze należy zrobić to w bardziej zawoalowany sposób, pozorny i dający nadzieję, że wszystko toczy się zgodnie z jej pierwotnym planem. Pytanie, które tutaj się samo nasuwa to: czy jest to etyczne i uczciwe? Czy szczerość, otwartość i dobre intencje wystarczą by się przebić na powierzchnię aby zaczerpnąć łyk powietrza po długotrwałym nurkowaniu w szambie?
