Często w dzieciństwie, młodości i życiu dorosłym miałem wrażenie, że muszę spełniać czyjeś oczekiwania i nie wychodzi mi to tak jakbym tego chciał.
To wrażenie narastało i narastało i przygniatało mnie coraz bardziej.
Zacząłem przekraczać granice, wychodzić ze stref komfortu, dwoić się i troić, a nie mogłem dotrzeć do niedoścignionego celu.
I w sumie dalej mam to wrażenie, gdzieś ze mną jest i śmieje się ze mnie za każdym razem, gdy sięgam po kolejną książkę, kończę kolejne szkolenie czy zaczynam robić jakiś szalony lub nawet całkiem niewielki projekt. Wiem, że to tylko wrażenie, które tkwi w mojej głowie i nikt, w zasadzie, mnie z tego finalnie nie rozliczy, ale pomimo tej świadomości pojawia się niepokój odrzucenia i porażki.
Odrzucenia – przez kogo? No właśnie ? Przez kogo, skoro to wszystko tworzę sam – swoje wymagania, dążenie do nieznanego, bądź nieuzasadnionego celu…
Czy nie lepiej siąść i patrzeć na wiatr? A wszystko jakoś samo się ułoży? To już skrajność – aż tak dobrze to nie ma i samo się nic nie ułoży, a jak ktoś życzliwy popatrzy, że nic nie robisz, to koniec końców zamkną cię w jakiejś placówce, by nafaszerować chemią i sprawdzić jak poradzisz sobie w nowej, kreowanej przez innych rzeczywistości.
Zatem jak to zwykle – trzeba zachować umiar, balans i „jakiśtam” rozsądek, bo niekoniecznie będzie on dla ogółu zdrowy. Nie ma się zatem co przjmować za bardzo, bo wbrew pozorom ludzie są bardziej skupieni na sobie niż na innych, a nawet jak ktoś komuś opowie jakieś plotki, to i tak poprzekręca je, a głuchy telefon dołoży dzieła zniszczenia.
Nie zdasz egazminu? Nie dokończysz jakiegoś planu treningowego? Zepsujesz swój samochód? Albo może zająkniesz się na wystąpieniu publicznym?
Będzie jak będzie – jeśli nikt nie straci przez to życia bądź zdrowia, to nawet nie ma się co tym przejmować, a reszta jakoś się ułoży!
Nie martw się na zapas nadmiarowo! Wystarczy tylko odpowiednie minimum! Pytanie jak je znaleźć, a całą zbędną jak dziura w moście, resztę, olać?
