Dla beki czytam co mi w ręce wpadnie. Śledzę różne grupy na portalach, szperam w różnych forach, przeglądam prasę czasem, jedynie telewizji nie oglądam, bo pasków, które się tam podobno przesuwają już bym nie zdzierżył.
I co?
I jest fun.
Ludzie piszą o różnych ciekawych rzeczach. O życiu. O problemach. O tym jak sobie nie radzą. Jak się modlą i mają objawienia, kiedy medytują leżąc krzyżem wieczorami w kościele. Jak im dobrze, kiedy wiedzą, że w zasadzie to nie muszą się niczym przejmować, bo wszystko jest za nich postanowione.
I tak w kółko, inni piszą, że mogą z chęcią pomóc, skupić się na ważnych rzeczach, oferując swoje rady i triki, jeśli tylko skorzystamy z ich ograniczonej czasowo promocyjnej oferty, a jeszcze inni nie piszą niczego. Tylko siedzą i patrzą się w ścianę i zastanawiają się, o co tu w ogóle chodzi? I wydaje im się, że są w czarnej d…
I większości tylko się coś wydaje, a inni z tego wydawania robią dojenie, którego efektem będzie wydawanie kolejnych sądów i pieniędzy. A interes przecież musi się kręcić. Potrzeba wszak zainteresowania i pieniążka na rakiety dalekigo i bliskiego zasięgu, by wojenki mogły toczyć się dalej. Toczyć i toczyć, tak jak toczy się krew normalnych, zwykłych ludzi, którzy pomimo tego, że nie są niczemu winni, muszą płacić za błędy przodków, dyktatorów, wybrańców i wyborców.
A inni mają fun, bo jeżdżą sobie po mieście elektrycznymi pojazdami, a na dalsze trasy wybierają się już prywatnymi odrzutowcami, żeby było troszkę szybciej.
I to też jest fun. To, że w zasadzie możesz wszystko, a i tak niewiele możesz zrobić, bo gdzie się nie odwrócisz to dupa z tyłu. I to w sumie dobrze, że tam jest, bo jakby zginęła to jeszcze trzebaby jej gdzieś poszukiwać.
