Powinniśmy upraszczać, codziennie, na każdym kroku. Ma to być tak proste, jak to tylko możliwe, ale nie bardziej proste, bo za dużo stracimy. Mnie to wszystko przekonuje i jestem jak najbardziej za, pisałem o tym już wielokrotnie …. Tylko?
Tylko, życie toczy się dalej swym torem i ma te wszystkie złote myśli w głębokim poważaniu. Bo jak pokazuje doświadczenie, ludzie kręcą, jak mogą gdy coś nie jest odpowiednio uszczegółowione. Pozostawienie możliwości wyboru lub działania poza schematem, od razu włącza co najmniej dwa mechanizmy: komplikator i „wykiwywacz-innych-ludzi” [WIL]. I tego nie przeskoczymy, bo to jest w nas zakodowane na niskim poziomie. Zatem konieczne są zewnętrzne ograniczenia, więzy i wytyczone szlaki, z których nie można zbaczać, dlaczego? Bo tak.
Podobnie jest z nauczaniem innych. Ludzie często po wiele lat dochodzą do czegoś, błądzą, szukają i nawet nieraz znajdują. I zdobytą wiedzą albo się podzielą, albo nie. W wielu przypadkach, trzeba za to słono zapłacić, ale znowu mamy różne podejścia – niektórzy wiedzę przekażą niepełną, tak byś, pomimo możliwej krótszej ścieżki podążał drogą naokoło lub zapłacił dodatkowo za pewne „niewiele znaczące porady”. Są też oszuści, a i są też tacy, którzy nie potrafią zrobić niczego pozytywnego bez szczegółowej instrukcji i zewnętrznego strażnika.
Dlatego, pomimo znanych wszędzie zasad minimalizu, wszechświat musi ciągle się rozszerzać by to wszysko pomieścić. Upraszczanie w jednym miejscu zazwyczaj powoduje komplikacje w innych miejscach, jeśli nie dążymy do uproszczeń systemowych, idących na wielką skalę i nie powodujących komplikacji pod spodem. Oprócz tego, wszystkiego, ważne, a może nawet ważniejsze jest to, czy będzie taniej? Bo wiecie, coś może być proste, ale jak jest drogie, to nie każdy może sobie na taki luksus pozwolić.
