Często zadaję sobie to pytanie. I bardzo często znajduję różne, często sprzeczne odpowiedzi. Z jednej strony chciałbym być najlepszym w tym co robię, ale z drugiej chciałbym być sobie, po prostu być, tak żeby mnie nikt nie zauważył i się nie czepiał. Tak jak się głębiej zastanowię, to chcąc czy nie chcąc mam w sobie dwoistą naturę mojego astrologicznego bliźniaka. Ciężko mi usiedzieć w miejscu, ale jednocześnie jestem stały i niezmienny jak beton. Tak, wiem to ciężko ogarnąć, nawet mi, ale tak było, jest i mam nadzieję będzie jak najdłużej. Z jednej strony mam swoje wybrane autorytety, z innymi się nie zgadzam i je świadomie odrzucam, a jeszcze inne częściowo akceptuję, ponosząc pewne wewnętrzne koszty. To jaki jestem i jak się zachowuję w pewnych sytuacjach, jest częściowo moim własnym wyborem, ale w dużej części stanowi to to jak zostałem ukształtowany do teraźniejszości. Dlatego to co sobie każę, to co sobie odpuszczam, to czego od siebie wymagam i to na co nie mogę sobie pozwolić to wypadkowa, która również wymaga poniesienia mniej lub bardziej materialnych i mentalnych kosztów. Moich własnych i moich najbliższych.
Kolejne wyzwanie, na jakie sobie pozwoliłem, trochę dla beki, trochę z ciekawości, trochę ze strachu – to szersza odpowiedź na pytanie – jak powinien wyglądać wellbeing. Czy ja go mam? Czy mam czym się podzielić z innymi? Jak wykorzystać teoretyczną i praktyczną wiedzę, którą zdobywałem przez 47 lat, tak by po pierwsze – nie poszła na marne, po drugie, zachęciła innych do aktywnej i świadomej refleksji w prostym temacie: jak czuć się szczęśliwym tu i teraz, każdego dnia. Czy to jest rzeczywiście możliwe przy wykorzystaniu dostępnych narzędzi i rekwizytów by poczuć się dobrze we własnej skórze?
