Ile to już? Jaki jest znak, że wystarczy?
W większości przypadków jest tak jak z alkoholem: jeden kieliszek to za dużo, a beczka często za mało.
Jak coś się kręci, gra i buczy, mamy ochotę, aby zrobić jeszcze jeden krok. I jeszcze jeden i jeszcze. I dopiero wtedy kiedy tracimy kontrolę, pojawiają się problemy lub po prostu tracimy nieodwracalnie zdrowie, mamy chęć zatrzymać machinę. Sęk w tym, że nie znamy sposobu albo nie dysponujemy odpowiednimi narzędziami aby temu sprostać.
Nie wszystko jest złe od samego początku i w pewnych. ograniczonych ilościach coś może być nawet całkiem dobre – np. woda (H2O). Ta sama woda, z drugiej strony, w ilościach kilku szklanek, podana w nieodpowiedni sposób, może być śmiertelnym zagrożeniem.
Zatem odpowiedzialność jak zwykle spada na nas. Musimy być czujni, świadomi i spodziewając się niespodziewanego musimy podejmować trudne i niekoniecznie wygodne decyzje. Czasem mało to za dużo, czasem dużo to za mało. Patyczek można skrócić i pocienić,ale podłużyć i pogrubasić już będzie ciężko – tutaj będzie potrzebny kolejny, umożliwiający poprawienie błędów przy kolejnej iteracji. Ale gdyby świat składał się z plastycznego materiału – być może wszystko byłoby odwracalne? A co za tym idzie – można by cofać się w „poniewczasie”.
To samo jest z tym co robimy, jest super, aż w końcu masz dość. Pojawia się pytanie: czy ja jestem debilem, czy inni są wariatami? A może właśnie zupełnie na odwrót? Robisz coś, robisz i mówisz sprawdzam, a tu trupy z szafy wylewają się niby Niagara. Cóż „life is life”. Przeczekać trzeba czasem, zacisnąć …. tak, zgadliście – pośladki i mieć trochę (podkreślam TROCHĘ) wywalone, na wszystko.
W sumie to jest tak dobrze, jak tylko może być i nie ma sobie co na siłę dokładać zmartwień.
Smutne jest to, że czasem chciałoby się coś zmienić dla innych i dla siebie i aby to zrobić, trzeba by poświęcić niepomiernie dużą część siebie, a czy wynik byłby zgodny z oczekiwaniem? Tego niestety nie wiadomo i za mało przesłanek by robić to coś. Dlaczego? Bo by w to wejść, trzeba by najpierw się ugiąć i stać się jednym z tych, których chcesz zmienić . A wiadomo – jeśli wejdziesz między wrony, to ryzyko jest takie, że już ci tak zostanie.
Zatem zmieniając się nieustannie, rozwijająć i korzystając z nadarzających się okazji, trzeba z tyłu głowy mieć obraz tego, jakim potworkiem staniemy się po kolejnej metamorfozie. A czasem możemy tego po prostu nie zauważyć… Podobnie jak ja często nie widzę przeszkód 😉 (kiedy nie mam odpowiedniej korekcji wzroku, zastosowanej zgodnie z zaleceniami lekarza lub optometrysty)
