Znowu będzie troszkę przemyśleń o bieganiu, niejako kontynuacja wpisu #044 – Bieganie. Biegałem, biegałem, ale po kontuzji łąkotki i operacji kolana odpuściłem treningi biegowe na poprzednim poziomie i przestałem brać udział w biegach zbiorowych – wyścigach ;-).
Minęło 3 lata i „nieopatrznie” zapisałem się na XX edycję biegu Rzeźnika (9 czerwca 2023). Od września 2022 zacząłem regularne, dosyć krótkie treningi 2-3 razy w tygodniu, których objętość stopniowo zwiększałem, aż do wczorajszego biegu na 33km w ramach Ultra Roztocza 2023, który był pierwszą imprezą masową po przerwie. Czas mojego marszobiegu wyniósł niecałe 5h, co pozwoliło na bezproblemowe zmieszczenie się w limicie 6h. Taki był plan by odbyć ten trening przed głównym czerwcowym wyzwaniem z prędkością i wysiłkiem, nie powodującym nadmiernego zmęczenia czy zniechęcenia. I co? Było ciężko, bo dawno już nie miałem tego typu wybiegań na takim dystansie. Najtrudniejsze było zmobilizowanie się do biegu, kiedy w głowie była świadomość, że niczego to w zasadzie nie zmieni i chwały z tego dodatkowej nie będzie. W podsumowaniu wyszło – 2:38h marszu, 2:11h biegu i 3 minuty bezczynności – spędzonej na punktach odżywczych. Na trasie, całkowicie prowadzonej poza asfaltem, był piach, kamienie, błoto, woda prawie po kolana, słońce i upał, burza i deszcz, zatem wszystko co można sobie wymarzyć. Prawy Achilles dawał o sobie znać pod koniec, podobnie jak operowana w 2019 łąkotka.
Średnie tętno 147bpm, w maksie doszło do 172bpm (Mam 48 lat więc nie jest źle), pod koniec na poziomie 126bpm – ostatnie kilometry głównie żwawo maszerowałem ze względu na: Achillesa i deszcz, który spowodował, że było dosyć ślisko i dodatkowo nic nie widziałem bo padał na moje okulary.
Po 16h od zakończenia biegu czuję głównie ciśnienie w stawach biodrowych, mięśnie prawie wróciły do siebie.
Za trzy tygodnie Rzeźnik – jest szansa na to by go ukończyć w limicie, ale na nic więcej nie mogę liczyć. Wczorajsze wybieganie miało dokładnie tyle km co droga do pierwszego przepaku, a nie miało tyle przewyższeń. Będzie bardzo ciężko i najbliższe dwa tygodnie muszę bardziej pocisnąć, by swoje szanse na przeżycie zwiększyć.
Tyle w temacie – nie jest źle, ale mogło by być dużo lepiej.
