Ale jest fajnie.
A tyle uczyli w szkole, żeby nie zaczynać zdania od „ale”. I jak krew w piach.
Trudno, jakoś muszę z tym żyć. Grunt to znać zasady i potrafić je stosować. A później, w miarę rozwoju mistrzostwa można, a podobno, nawet należy je łamać, by osiągnąć artystyczne spełnienie.
Chcąc, nie chcąc – jesteśmy artystami, kowalami własnego losu. Jednym pewne rzeczy przychodzą łatwiej, innym trudniej. W miarę życia, nauki, rozwoju technologii, praktyki i doświadczenia, okazuje się, że to co było nieosiągalnym marzeniem, staje się faktem. Czasem trzeba czekać wiele llat na coś, co dasz radę zrobić. Czasem konieczna jest ciężka praca. Czasem szczęście. A zazwyczaj oba te składniki.
Z drugiej strony, są sytuacje, że musisz działać stanowczo i szybko. Na zbędne rozważania nie ma nawet czasu. Tu i teraz skieruj swoją uwagę na to co istotne. Są sytuacje, kiedy płynąc z prądem uzyskasz najlepsze rezultaty, ale jest ten czas, na wyrwanie się z matni, skok w nadprzestrzeń i zaskoczenie. Przede wszystkim siebie. Innych też.
Nie zawsze jest tak jak się wydaje tobie. Czasem jest zupełnie na odwrót.
Czasem jesteś w większości, a czasem zmierzasz sam i przecierasz szlaki, biorąc na siebie największy trud i koszt zmian.
Jestem zwolennikiem powolnych i przemyślanych przygotowań, planowania, realizacji i kontroli postępów.
Ale czasem lubię sponton, ryzyko i dobrze rozumianą zabawę oraz powiew swieżości.
Nic nie zamierzam z tym robić, by od tego uciec.
Będę sobą, tak po prostu. A co z tego wyjdzie, to się okaże.
