#1143 – tęsknota

Czasem czujesz, że jest dobrze, ale mogłoby być lepiej. Nie jest idealnie i chciałoby się żeby właśnie teraz było tak jak sobie wymarzyłeś. I myśląc o tym zbyt intensywnie możesz stracić pozytywny odbiór tej chwili. Po jakimś czasie, może okazać się bowiem, że to co w tym momencie nie było w 100% oczekiwane, to jednak z perspektywy czasu okazuje się wspaniałym przeżyciem. Docenisz to dopiero wtedy kiedy zdasz sobie sprawę z tego, że na ten czas to jednak było wszystko co dało się zrobić w danych warunkach. I to jest właśnie trudne i piękne w życiu zarazem, że cokolwiek by się w danym momencie nie działo, jest to konieczna sytuacja, którą w jakiś sposób przetrwasz i będziesz musiał z tym istnieć, niekoniecznie żyć, ale istnieć, bo wiadomo, że życie nie jest ani trwałe, ani pewne.

Tęsknota za tym co przeminęło jest nierozerwalną częścią ludzkiej natury, nawet jeśli przeżycia nie były całkiem miłe i przyjemne, gdyż na potrzeby przeżycia, te najgorsze wspomnienia są w pewnym stopniu łagodzone, aby nie nieść traumy przez cały okres naszej egzystencji. Pamiętajmy o tym, żyjmy, wspominajmy, ale przede wszystkim, żyjmy tą chwilą, która trwa, bo nie wiadomo co przyjdzie za chwilę, za godzinę, za dzień czy tydzień. O ile oczywiście te kolejne nadejdą i będzie co wspominać, i z czego się wspólnie śmiać.

#1142 – szukajcie a znajdziecie

Zasada stara jak świat. Jak szukasz dziury w całym, to na pewno znajdziesz. Jak ktoś ci zalezie za skórę, również zawsze znajdzie się jakiś szczegół, aby go pogrążyć. Nie ma osoby nieskazitelnej, nie ma osoby bez wad. Nie ma osoby idealnej.

Jeśli twierdzisz, żeś ideał, to się mylisz. Niestety, a może wprost przeciwnie, masz jakieś słabości, gdyż posiadanie ich powoduje, że jesteśmy ludźmi. Gdybyśmy nie mieli wad, wtedy nikt nie porzuciłby tak świetnego produktu, tworzonego z myślą o rządzeniu światem. A może to był jedynie prototyp, a co jeszcze gorsze jedynie produkt jakiejś pracy na koniec technikum lub pracy na obronę tytułu inżyniera? Cóż, my pewnie tego nie zgłębimy, ale możemy snuć przeróżne teorie, mniej lub bardziej prawdopodobne, a na pewno budzące ciekawość i kontrowersje. Czyż nie intrygująca jest myśl, że ktoś tworzył coś dla uzyskania zupełnie innych efektów, a wyszła mu biomechaniczna kreatura, uważająca się za pępek świata? Ba wszechświata!

Ale jakie może być prawdopodobieństwo, żeśmy czymś bardziej znaczącym niż inne stwory żyjące gdzieś, na innych planetach? Popatrzmy na strukturę naszego ciała i umysłu i powiedzmy sobie otwarcie, że za chorobę nie wiemy co i dlaczego działa tak jak działa? Liznęliśmy jedynie czubek góry lodowej tajemnicy stworzenia, działania i sterowania naszymi ciałami. Cud życia jest dla nas tak niezrozumiały, że aż przerażający. Jak w tym wszystkim odnaleźć i zrozumieć cel i sens naszego krótkiego istnienia? Życia, które sami komplikujemy na niemal każdym kroku, tworząc kolejne wymagania, testy, egzaminy, nakazy i zakazy. Straszymy się wzajemnie od małego, wzbudzając wszechobecne poczucie winy i konieczność wpasowania się do konkretnych, często nad wyraz wymagających wzorców, zapominając, albo wręcz nie wiedząc jacy jesteśmy prości w obsłudze.

Cieszmy się każdym dniem, chłońmy to co nas otacza, cieszmy się bliskością ludzi, innych stworzeń i całego świata. Każdy z nas ma rozum, każdy ma w sobie empatię, ciekawość i radość, tylko czasem gdzieś to nam umyka lub zostaje stłamszone poprzez kolejne pojawiające się zewsząd oczekiwania.

Oddychaj, kochaj, ruszaj się nieustannie i szukaj odpowiedzi na pytania, które drążą naszą ciekawską naturę. A nuż tobie uda się dostrzec kolejną wskazówkę zbliżającą nas do rozwikłania łamigłówki?

#1141 – idzie ciągle nowe

Znowu to samo. Wakacje za pasem, niby urlop się zbliża, a coraz więcej tematów i możliwości do dalszego rozwoju i pracy.

Jest chęć działania, konkretne rezultaty uwolniły nowe, w zasadzie niespożyte źródła energii, pytanie tylko dokąd zwrócić swój dziób i skierować jednostkę pływającą, tak, by nie skończyć jak Titanic. Korci, by sięgać dalej i wyżej, ale z drugiej strony, z tyłu głowy siedzi chochlik i przypomina, jak dwa lata temu szykowałem się do urlopu i w zasadzie nic z tego nie wyszło…. Z trzeciej strony jednak dało radę i mogę twierdzić, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło i trzeba korzystać z każdej okazji pojawiającej się na horyzoncie. No może prawie każdej, ale na pewno tej, która powoduje, że obecne życie staje się znośniejsze i pozwala to na bycie lepszym człowiekiem.

Już aby dotknąć, wypoczynku kapka wpadnie. Oby tak było, choć wiem również to, że minie to szybciej niż można to sobie racjonalnie wytłumaczyć.

Jest wiele tematów na tu i teraz. Ważnych, trywialnych, koniecznych, nieistotnych… A czasu coraz mniej. Czasu, którego póki co nie cofniemy, gdyż za bardzo jesteśmy sfokusowani na tym co będzie, niż na tym co było. A z przeszłości można się wiele nauczyc i wyciągnąć wnioski, które spowodowałyby poprawę życia na całej Ziemi. Tylko komu tak naprawdę na tym zależy? Większość chce dobrobytu tu i teraz dla najbliższych. A co tam kogo interesuje co będzie kiedyśtam?

Tik – tak, tik – tak. Za wschodnią granicą tyka zegar. Zegar kontrolujący to czy ziszczą się przepowiednie z fikcyjnych dystopicznych historii, czy jeszcze uda się przetrwać ludzkości jedynie w strachu tego, co może w każdej chwili nastąpić?

Głupota ludzka jest nieograniczona, podobnie jak otwartość ludzkich pomysłów i powszechna innowacyjność. Komu się uda? Kto poskromi nieposkromionego? Czy sztuczna inteligencja pomoże nam przetrwać czy przyczyni się do naszego upadku?

Tego wszystkiego dowiemy się już niebawem. A tymczasem witajcie w średniowieczu naszego kraju.

#1140 – kolejny krok

Blisko dwa lata minęły. 68 weekendów, poza tym 210 godzin obowiązkowych praktyk. Przeczytane książki, filmy, materiały i godziny własnych ćwiczeń praktycznych oraz zgłębiania teorii zwiazanej z fizjologią i anatomią.

I tak zostałem Technikiem Masażystą w szkole medycznej. Zgodnie z założonym planem opisywanym TUTAJ. I 196 wpisów na blożku.

Zawsze lubiłem masować, ale jak to bywa, nie ciągnęło mnie aż tak, by zgłębić się w to zagadnienie bardziej niż hobbystycznie, aż nadeszła czarna chmura wizji, że być może w niedalekiej przyszłości z moim wzrokiem, będzie na tyle źle, że nie będę mógł wykonywać dotychczasowej pracy.

I wtedy podjąłem decyzję, przy wsparciu mojej Ukochanej, że masaż może być moim planem B.

I ten plan B stał się na jakiś czas planem A. Zagłębiłem się w niego, wkręciłem i poczułem, że jest to dobra droga na dalszy rozwój i rozwinięcie tego co już mam, jaką mam wiedzę i jak mogę pomagać innym być w coraz lepszej kondycji psychofizycznej.

Jestem tutaj gdzie jestem, bogatszy o wiele doświadczeń i wiedzy, i stoję na początku dalszej drogi, a właściwie dróg, na których rozwidleniu się znalazłem. Najważniejsze jest to, że nie mam zamiaru na tym poprzetsać i ruszam ochoczo w dalszą podróż, naładowany na 120% pozytywną energią.

#1139 – Rzeźnik po raz 6 i ostatni

Za mną kolejny, szósty już Bieg Rzeźnika w Bieszczadach. Tym razem sytuacja mnie przerosła i po 60km doznałem ściany – braku możliwości poruszania się z szybkością większą niż 3 km/h. I wtedy dopiero rozpoczęła się walka w mojej głowie. Walka, jak zmusić swój, broniący swoich praw orgainzm, do dalszego wysiłku, aby skończyć tę mordęgę na najbliższym możliwym punkcie kontrolnym (cywilizacja), znajdującym się na 71 kilometrze. To były najgorsze 4 godziny, rozmyślań, medytacji w ruchu i wielkiej bezsilności. Pięć, można powiedzieć, sukcesów na tej trasie i właśnie ta jedna porażka dała mi wiele do myślenia, tym bardziej, że to trzeci z ultramaratonów, których nie dałem rady ukończyć w wymaganym czasie. Poprzednie to UTMB 2017 – zakończyłem na 100km, UTMB 2018 na 80km (ze 170km). Ostatnim biegiem, jaki ukończyłem był Bieg Rzeźnika w 2018 roku.

Cóż. Można zganiać na wiele czynników – okulary, przez które niczego nie widziałem z powodu deszczu i potu, tony błota i ekstremalnie śliska trasa, za słabe przygotowanie (choć ostatnimi mięsiącami biegałem rzetelnie po kilkadziesiąt km tygodniowo). Strach przed kontuzją wynikającą z wywrotki itp. itd.

Teraz oceniam i wydaje mi się, że do tego ja się już po prostu nie nadaję i trzeba ten stan rzeczy zaakceptować. Być może to warunki zdrowotne, ale mam pójść do lekarza i powiedzieć: pani doktór – po 60 km marszobiegu, jakoś przestaję mieć ochotę na dalszy wysiłek – co mam z tym zrobić?

Marszobiegi w terenie do około 40-50 km mają jeszcze jakieś uroki, ale na więcej ja się po prostu nie piszę. Nigdy!

Dwa dni po XX Biegu Rzeźnika, byłem na naszym karatowym XLV Biegu Kwitnącej Wiśni dookoła Zalewu Zemborzyckiego na dystansie 12km i przebiegłem go, co prawda truchtem, ale jednak był to ciągły bieg. Zakwasów dzień później, czyli dzisiaj, już praktycznie nie mam…

#1138 – uspokój się

Uspokój się i skup na tym co masz robić. Nie reaguj emocjonalnie. Po prostu wykonaj najlepiej jak umiesz swoje zadanie i miej nadzieję, że niczego nie zepsujesz, a los będzie łaskawy i nie spowoduje katastrofy, akurat w tym momencie.

Tak, akurat. Takie teksty nie działają nawet na siebie, a co mówić na innych. Jeśli nie chcesz wkurzać innych swoim mądrółkowatym gadaniem, to może jest to pora żeby się zamknąć i zastanowić, co jest tak na prawdę istotne.

Zdrowie, miłość, szczęście. Usmiech dziecka i jeszcze parę rzeczy. Reszta się ułoży. Jakoś się dopasujesz lub nagniesz rzeczywistość do swoich potrzeb i możliwości.

#1137 – despacito

No stres jest. Dużo się dzieje wszędzie i pojawiają się coraz to nowe fakty, które zachęcają do dalszych aktywności.

Nic tak nie daje kopa jak pozytywne rezultaty działań, często żmudnych i przynoszących wrażenie bezsensownego marazmu. Ale każde odhaczone zadanie daje malutki zastrzyk dopaminy i znów chce się więcej i więcej. Z drugiej strony to co jest do zrobienia wydaje się już nie tylko słoniem, a kaszalotem czy innym humbakiem. Samo zaplanowanie krojenia go na części przed zjedzeniem, wydaje przedsięwzięciem godnym drużyny złożonej z Herkulesa, Syzyfa, Asteriksa i Obeliksa.

Jeśli życie jest trudne, spraw, żeby ścieżka dźwiękowa chociaż była zachęcająca do dalszego w nie brnięcia. I podobnie jak bagno wciąga, daj się porwać zabawie i radości z pokonywania codziennych łamigłówek i przeskakiwania kłód wpadających ciągle pod nogi. Prawie każdy lubi oglądać zmagania bohaterów spotykających na swej drodze złoczyńców przeciwności. Kibicujemy im i cieszymy się z ich zwycięstw! Każdy z nas jest swoim własnym bohaterem, a scenariusz tej konkretnej opowieści tworzy się na bieżąco i nie wiadomo na ile jest zakontraktowany. Nie zawsze mamy wpływ czy będzie to Dzień Świstaka, Dzień Świra czy Dzień Niepodległości, ale możemy sprawić by choć na chwilę wprowadzić motyw komedii, no może czasem tragikomedii.

Nie wiem jak wy, ale ja staram się bawić przednio, choć czasem chciałoby się odwiesić szlafrok na kołek i rzucić ręcznik na deski….

No nic, powolutko do przodu, do ulbionych miejsc. Takich różnych i w przenośni i w rzeczywistości. Takiej zwykłej, bo niedługo ogarnie nas kolejna warstwa wirtualnej i już nigdy nic nie będzie takei samo jak kiedyś.