Czasem przemęczenie prowadzi do powstawania dziwnych złudzeń, wrażeń typu deja-vu czy temu podobnych zdarzeń. A czasami dziwne zdarzenia prowadzą do zadawania pytań typu – czy ja czegoś nie przeoczyłem?
Pod koniec września 2022 umówiłem się na serwis mojego autka, bieluśkiego jak śnieg na Mount Blanc, Suzuki Jimny (arbo suzuki, arbo nic). Mechanik znany i polecany, zatem kawałek, ale niedaleki, od domu. Właśnie taki, że chce się czymś podjechać, a nie dymać na piechotę przez godzinę lub dwie. Zajechałem wieczorem, zostawiłem pojazd pod warsztatem, tak jak to było umówione, a moja kochana żona podjechała drugim autem by mnie zgarnąć do domu. I co? W domu okazało się, że w Jamniku zostały moje klucze do wszystkiego – domu, garażu, itp. itd. Potrzebne jak poranna kawa i bez nich się obyć nawet dnia nie mogę. Zatem uruchomiliśmy procedurę awaryjną – wziąłem z domu zapasowy klucz do garażu, wsiadłem na moto i cyk z powrotem do mechanika. Tam wziąłem klucze i po najkrótszej drodze z powrotem. I co? I okazało się, że gdzieś zgubiłem moje słuchaweczki – pchełki. Szukałem wszędzie – w garażu, w domu, później, po odbiorze auta, w samochodzie… I co? I nic – zginęły, jak wiele rzeczy, które posiadałem. Kupiłem sobie nowe, nowszy model i jakoś odżałowałem tą stratę spowodowaną moją nieuwagą.
Minęło 9 miesięcy, wróciliśmy właśnie z urlopu z gór. I nagle okazało się, że moje zaginione słuchawki zmaterializowały się w domu. Bez wątpienia te moje, gdyż miały charakterystyczne ślady użycia, związane z inną przygodą, o której kiedyś napiszę. W każdym razie – słuchawki pojawiły się ni stąd ni z owąd, a ich obecność spowodowała mały mindfuck, porównywalny z tym opisywanym TUTAJ. Mamy pewne hipotezy co mogło zajść, gdyż ostatnio przynosiliśmy parę rzeczy z garażu, ale biorąc pod uwagę, nakład energii włożony w poszukiwania we wrześniu, ziarnko niepokoju zostało zasiane…
