Cóż, jak wspominałem, pora wziac się za bardziej skoncentrowane przygotowania do egzaminu na 4 DAN (PnCD). Mam 51 tygodni do początku sierpnia 2024. Tydzień pierwszy zacząłem od przemyślenia, spisania wymagań egzaminacyjnych i planowania zgrubnego co chcę osiągnąć i jak do tego dojść.
Po pierwsze – co za dużo to niezdrowo, przynajmniej w pewnym wieku. Zatem kluczowym aspektem (to lubię najbardziej) – jest regeneracja a zaraz po niej kontynuacja i obserwacja.
Po drugie – przygotowanie kondycyjne, raz by sprostać wymaganiom, a dwa, by nie tracić energii na myślenie – „czy dam radę?”. Muszę być w takim stanie psychofizycznym, aby to było jak bułka z masłem, czy inny serniczek (bez rodzynek).
Trzy – Robić, tak mało jak to możliwe i tak dużo jak to konieczne. Zasada, której nauczyłem się w szkole masażu. Znaczy czegoś się nauczyłem.
Cztery – konsekwentnie do przodu. Wszak to nie jest koniec ścieżki, ani jej początek. Ścieżka i podążanie jest celem. I zawsze jest moment by się zatrzymać, rozejrzeć i docenić to co jest tu i teraz. I wrócić na szlak.
Zacząłem już pomału wracać do formy. Codziennie, po trochu. Bez przesady. Jutro też jest dzień. Może nie dla wszystkich, ale jest.
