Zaczynam drugi tydzień przygotowań. Boli. Oj boli. Głównie fizycznie. Przypomniałem sobie co powinienem sobą reprezentować i jest trochę do poprawy. W zakresie siły, wytrzymałości, gibkości, koordynacji i szybkości. Oczywiście mój poziom nie jest zerowy i wiem jak się do tego zabierać, więc jestem dobrej myśli. Najtrudniejsza będzie regeneracja i na pewno czuję, że przydałby się masaż, który pozwoliłby pewne sprawy przyspieszyć. I wizyta w spa, żeby bicze wodne i bąbelki zrobiły co potrzeba.
W ostatnim tygodniu, trochę pobiegałem, trochę poskakałem na skakance, pojeździełm rowerem, posłuchałem szumu lasu podczas energetycznych spacerów z ukochaną. Spędziłem również kilka godzin w dojo wchodząc na wyższy poziom kontaktu z własnym ciałem i umysłem oraz przypomniałem sobie jak to jest na zmęczeniu robić kata. Stałem też na rękach, czego prawie nie robiłem, przez ostatnie dwa lata. Boli zatem fizycznie, ale jestem zadowolony, bo póki co nic mnie nie goni i mam solidne podstawy, żeby w swoim tempie dojść tam gdzie zamierzam. Jeśli zrobię to z głową, wyjdzie mi tylko na dobrze.
