Życie jest teatrem. Temat poruszany setki razy w literaturze począwszy od Antyku. Sam nie wiem, co o tym myśleć, bo skoro tak jest, to znaczy, że nie można być sobą, tylko trzeba odgrywać role. A role grają aktorzy. A bycie aktorem, nawet komediowym to poważna sprawa i nie każdy się do tego zawodu nadaje. Trzeba udawać, odgrywać, trzymać się scenariusza, ale często improwizować itp. itd.
I jedno czego nie można powiedzieć o życiu, to to, że nie ma prób. Nie ma jak się przygotować w sposób umożliwiający powtarzanie i poprawianie konkretnej chwili czy zdarzenia…. Jest to jeden ciąg przyczynowo skutkowy, na który składają się elementy, o których wiemy i o których nie mamy nawet zielonego pojęcia. Zatem ten kabaret, który się kręci nie jest do końca tym czym niektórzy chcieliby, żeby był. Chyba, że odgrywamy to już kolejny raz i nie pamiętamy poprzednich przedstawień. Ale to byłby dopiero numer. 😉
I wtedy ja wchodzę w białym fraku…
