#1165 – król gruzu (nie Gruzji)

Bajki i historie są mądrością narodów – poniższą zasłyszałem w innej formie i treści i podobnie jak każdą plotkę poddałem modyfikacji (świadomej) i zapisuję by do niej wracać w przyszłości.

Król Gruzu (nie Gruzji)

Dawno temu w kraju miodem i mlekiem płynącym pojawił się pewien mędrzec. Stary już był, liczył na oko 50 wiosen i siwizna w kolorze brudnego śniegu przypruszyła jego skronie, a długa niczym trzyletni pyton, broda, pozwalała sądzić, że wiedza jego jest równie wielka i rozległa co oceany. Człowiek ów przyjechał na dłuższą wizytę do Króla i przedstawił mu, po długich i obfitych w rozmowy, posiłki i pokazy tancerek i tancerzy, debatach i negocjacjach, ofertę, która władcę krainy mocno zaciekawiła.

Mianowicie mędrzec ten, jak okazało się również handlarz i budowniczy, zaoferował, że kupi każdą ilość gruzu w cenie po 10 złotych monet za wóz. Cena ta była wysoka, bo nikt póki co gruzu nie skupował, co więcej trzeba było płacić ludziom za jego zabranie. Król przystał zatem na ofertę i do miejsca zbiórki zaczęły nadjeżdżać w kolejnych tygodniach, wozy z gruzem. Gdy transporty ustały, kupiec, zmartwiony wielce, że nie osiągnął jeszcze satysfakcjonującej ilości – chciał bowiem stworzyć wieżę do niebios, rzekł, że cena za gruzu wzrasta do 20 złotych monet za wóz.

Po pewnym czasie ludzie ponownie zaczęli przyjeżdżać, bo przy tej cenie warto było zacząć rozbierać ruiny zamków, pamiętających lata świetności przodków i historie rycerskie. Wkrótce skład zaczął się wypełniać kolejnymi kupami gruzu.

Gdy proceder ustał, kupiec zmartwił się i po kilku dniach ogłosił, że cena gruzu wzrasta do 30 złotych monet. Teraz chłopi i mieszczanie zaczęli rozbierać część budynków, gdyż cena rekompensowała to, umożliwiając stawianie w zamian tańszych, drewnianych obiektów, które nie wymagały wielkiej wytrzymałości. Transporty, już oczywiście mniejsze i rzadsze, zaczęły się pojawiać w punkcie skupu, ale ich liczba malała z tygodnia na tydzień.

Mędrzec zmartwiony faktem, że zgromadzony materiał, jeszcze nie umożliwia spełnienia marzenia jego życia, postanowił wyjechać na negocjacje do państw ościennych, aby od nich również pozyskać materiał do budowy wieży. Oznajmił wszem i wobec, że cena gruzu wzrasta do 50 złotych monet za wóz, a on wypłaci pieniądze tuż po powrocie z niedalekich przecież wojaży. Na stanowisku pozostawił swojego zaufanego sługę, o którym wszyscy gadali, że chytry jak lis krążący wokół kurnika, i nikt nie wiedział, co mędrzec w nim widzi. A podobno tylko miłość jest ślepa.

Po wyjeździe handlarza, ludzie zastanawiali się skąd jeszcze wziąć gruz, wszak rozebrali to co mogli, i nic nie przychodziło im do głowy. Ba kradli sobie nazwajem wszystko to co go przypominało, bo był to już materiał na wagę złota.

I tutaj nieoczekiwanie na scenie pojawił się lisi współpracownik mędrca. Ogłosił, że może sprzedać zgromadzone zapasy po 35 złotych monet za wóz!

Chytrość jego, bardzo oburzyła ludzi, wszak jak można być takim nielojalnym wobec swego pana i przyjaciela! Ale szybko zaczęli przyjeżdżać po gruz i w czasie krótszym niż ciąża szympansa gruz zniknął ze skupu, a ludzie mieli go przy swoich domostwach, w miejscach pilnie strzeżonych przez baczne oczy obserwatorów.

Jak można się domyśleć zarat po tym Asystent zniknął a Mędrzec nigdy nie wrócił do kraju i słuch o nich zaginął. W kraju natomiast została kupa bezwartościowego gruzu i ludzi czekających na chwilę kiedy zamienią go w złoto.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *