Kiedy coś odpuścisz, często zapominasz po co i dlaczego to robiłeś. Ja na przykład rozleniwiłem się ostatnimi czasy i odpuściłem poranne wstawanie. Takie około 05:00. I co? I w sumie nic, poza tym, że jak się zmusiłem ostatnio do kilkukrotnego wstania o tej porze, to przypomniałem sobie jakie to fajne uczucie. Tak, wiem jestem psychopatą.
Wstałem dzisiaj o 05:30 (wschód słońca 05:35), wyszedłem z psem, pospacerowałem, pomyślałem, rozkoszowałem się rześkim porankiem i śpiewem ptaków w parku. Przed i po oczywiście wypiłem kawę.
Fajne uczucie dające kopa na dalsze godziny, choć w zamian trzeba oddać chwile spędzone w ciepłym i przytulnym łóżeczku…. Nie ma lekko, życie jest pełne ciągłych, pochłaniających energię, wyborów.
A tuż za rogiem kolejny wrzesień, rok szkolny, poranne pojedynki by zdążyć do szkoły, pracy i nie zwariować z tym wszystkim.
Trzeba zatem spiąć pośladki 🙂 i korzystać z tego, że poranne pobudki nie są jeszcze nerwowe, a mogą dać chwilę wytchnienia i możliwości pobycia z kłębiącymi się myślami, szukającymi możliwości realizacji dalszych wyzwań.
A jest tego wszystkiego jak zwykle tyle, że nie wiadomo, z której strony chwytać wiatr w żagle.
