I koniec końców otrzymałem jasny komunikat – za rok mam podchodzić do egzaminu na 4 DAN (Przygotowania na Czwarty DAN – PnCD). Ekscytacja, jakby nie wiadomo co się wydarzyło. Jakby co najmniej już tego czwartego dana zdał czy co. A przecież to dopiero początek. 50 tygodni przygotowań, jeśli chcę to zrobić uczciwie względem siebie i tego co chcę sobą reprezentować. Nic wielkiego, bo oprócz tego co trzeba było zrobić na 3 DAN, to jedynie pokazać kata, które i tak powinienem umieć.
Ale
Ale egzamin na 3 DAN zdawałem w 2017, 6 lat temu. A od tego czasu, trochę moja sprawnosć fizyczna, z różnych względów zależnych i niezależnych ode mnie, się zmieniła. Na szczęście nie jest tak, ze nic nie robiłem przez te lata, a jedynie zmniejszyłem objętość i częstotliwość treningów. Cały czas w tym siedzę na bieżąco i mam pojęcie co mam zrobić, aby sprostać temu zadaniu, tak by egzamin był jedynie formalnością i czasem, abym mógł spojrzeć sobie prosto w oczy z jasnym komunikatem – masz na co zasłużyłeś.
Niby te egzaminy na dalsze stopnie nieczego nie zmieniają, nie są już tak wymarzone, jak ten najważniejszy na 1 DAN, ale gardło ściska, jak znajomi zdobywają kolejne belki, a ty jesteś z tym samym paskiem. Wydaje się, w pewnym momencie, że gdzieś się zabetonowałeś i ciężko się tego wrażenia pozbyć. Młodzi depczą po piętach, inni prą do przodu, nie zważając na wiek, trudności i inne przeszkody. Ważne, by nie doprowadzić do wyścigu szczurów i rozdawnictwa, jak to często można zaobserwować w niektórych kręgach….. No cóż. Będzie ciężko, ale jest to do zrobienia. Najważniejsze to krok po kroku zrobić to co trzeba, nie za bardzo, żeby nie złapać kontuzji i nie za słabo, żeby nie było przypału.
