#1158 – namaszczenie PnCD

I koniec końców otrzymałem jasny komunikat – za rok mam podchodzić do egzaminu na 4 DAN (Przygotowania na Czwarty DAN – PnCD). Ekscytacja, jakby nie wiadomo co się wydarzyło. Jakby co najmniej już tego czwartego dana zdał czy co. A przecież to dopiero początek. 50 tygodni przygotowań, jeśli chcę to zrobić uczciwie względem siebie i tego co chcę sobą reprezentować. Nic wielkiego, bo oprócz tego co trzeba było zrobić na 3 DAN, to jedynie pokazać kata, które i tak powinienem umieć.

Ale

Ale egzamin na 3 DAN zdawałem w 2017, 6 lat temu. A od tego czasu, trochę moja sprawnosć fizyczna, z różnych względów zależnych i niezależnych ode mnie, się zmieniła. Na szczęście nie jest tak, ze nic nie robiłem przez te lata, a jedynie zmniejszyłem objętość i częstotliwość treningów. Cały czas w tym siedzę na bieżąco i mam pojęcie co mam zrobić, aby sprostać temu zadaniu, tak by egzamin był jedynie formalnością i czasem, abym mógł spojrzeć sobie prosto w oczy z jasnym komunikatem – masz na co zasłużyłeś.

Niby te egzaminy na dalsze stopnie nieczego nie zmieniają, nie są już tak wymarzone, jak ten najważniejszy na 1 DAN, ale gardło ściska, jak znajomi zdobywają kolejne belki, a ty jesteś z tym samym paskiem. Wydaje się, w pewnym momencie, że gdzieś się zabetonowałeś i ciężko się tego wrażenia pozbyć. Młodzi depczą po piętach, inni prą do przodu, nie zważając na wiek, trudności i inne przeszkody. Ważne, by nie doprowadzić do wyścigu szczurów i rozdawnictwa, jak to często można zaobserwować w niektórych kręgach….. No cóż. Będzie ciężko, ale jest to do zrobienia. Najważniejsze to krok po kroku zrobić to co trzeba, nie za bardzo, żeby nie złapać kontuzji i nie za słabo, żeby nie było przypału.

#1157 – miejsce na Ziemi

Czy czas istnieje? Różni ludzie różnie mówią. Możemy wierzyć w jego istnienie albo twierdzić, że go nie ma bo jest niematerialnym bytem. Ale nie możemy zaprzeczyć temu, że wszystko się zmienia, a organizmy żywe oraz materia nieożywiona zmieniają się, degenerują, modyfikują swoją strukturę i tego procesu w większości przypadków nie da się zatrzymać.

Czy jest sens na poszerzanie wiedzy, swoich umiejętności oraz realizację marzeń skoro wiadomo, że za 70, 50, 30 czy 10 lat nie będzie cię na tym świecie w tej formie? Patrząc na rozwój ludzkości i kierunek, w którym to zmierza, można mieć mieszane uczucia. Degenerujemy planetę i dążymy do rozlania się tej zarazy dalej w kosmos, zaczynając od naszego satelity, a podążając za pomysłami pisarzy i naukowców – jeszcze dalej.

Pozostaje jednak wiara i nadzieja, że dobro zwycięży podobnie jak w najbardziej chwytliwych produkcjach filmowych i ich niekończących się sequelach. Musimy dążyć do własnego rozwoju i podejmowania wszelkich działań dążących do szerzenia dobra, miłości i otwarcia oczu tym, którzy wierzą w to, że wojny doprowadzą do czegoś dobrego.

Gadanie jak to gadanie – było, jest i będzie, a cytowanie ksiąg po odpowiednich modyfikacjach i setkach przekładów z przekładów będzie się ciągnąć jeszcze przez wiele pokoleń. A co z głodem, zacofaniem, wykluczeniem, niewolnictwem, wykorzystywaniem dzieci do ciężkiej pracy?

A co z tym wszystkim się dzieje? Dzieje się biznes, dzięki któremu machina się kręci – a my jesteśmy jej trybikami, chcąc, czy nie chcąc – wszak pracujemy, płacimy podatki. Mówią nam, że mamy możliwość wyboru tych, którzy nami rządzą w nasze dobre imię. Naszej tradycji, wartości narodowych, bogów, a nie, jednego boga. Boga który został gdzieś tam przez kogoś wybrany i jest jedyny słuszny i trzeba bronić jego zasad i praw, nawet poprzez ich złamanie. Bo niektórzy mogą łamać te zasady w dobrym i szczytnym celu.

We want your money money money money – we need your …. money money money …

Wszystko zostało już powiedziane i napisane, a my nadal wypieramy tę wiedzę i świadomość podobnie jak fakt, że wszyscy robią wszystko dla naszego dobra. Bo przecież wszędzie jest źle, a tutaj jest dobrze…. Tutaj jest najlepiej na świecie.

#1156 – Energia

Skądś trzeba czerpać energię do życia. Samo się niestety nic nie zrobi. A jeśli ci się wydaje, że samo się zrobi, to znaczy, że ktoś za to zapłaci. Ktoś, albo ty. Albo ktoś teraz za ciebie założy, a później przyjdzie odebrać sobie zapłatę. Z nawiązką.

Dlatego ważne, żeby wykrzesać z siebie choć trochę chęci. Jak już zaczniesz i zobaczysz pozytywne efekty, będzie ci nieco łatwiej. Nie to, że łatwo i przyjemnie, ale odrobinkę łatwiej. W życiu masa się kręci i tak jak chwilę potrwa, żeby ją zatrzymać, tak wiele siły trzeba, żeby ją rozbujać. I im większa góra przed tobą z tym większą prędkością musisz zajwaniać by na nią wjechać.

Nawyki trudno wybudować i trudno z nich zrezygnować, szczególnie jeśli kojarzą ci się z czymś przyjemnym, nawet jeśli to wrażenie jest złudne i kłamliwe… Tak czy inaczej – chcąc nie chcąc – jesteś panem swojego losu. Możesz podjąć decyzję o porażce już teraz. I niewątpliwie dasz radę zrealizować takie postanowienie, bo jest najłatwiejszą drogą do realizacji. I być może kiedyś tak postąpisz, jak będzie na to czas i przestrzeń. Ale nie teraz. Jest jeszcze wiele do zrobienia i co więcej, nie ma to znaczenia, jak bardzo ci się nie chce.

Jeden krok. Drugi. Niezależnie w jak czarnej dupie jesteś. Być może jesteś sam. Być może ktoś chce ci pomóc. Może wszyscy są przeciw tobie. Scenariuszy jest tak wiele, jak wiele jest istnień ludzkich i możliwości prawdopodobieństwa potoczenia się dalszych losów wszechświata. Kogo tak naprawdę obchodzi co się dalej stanie?

Na pewno powinno obchodzić ciebie. I od ciebie zależy, czy to gdzie jesteś to już ostatni krok do skoku w przepaść czy właśnie miejsce do odbicia się od trampoliny. Duże zmiany są duże. Duży może więcej, ale łatwiej go zobaczyć, gdy chcialby być niezauważony. Chyba, że jest tak wielki, że nie sposób ogarnąć wzrokiem jego początku i końca. Dlatego nieważne jest co ty sobie myślisz, gdyż myśli mogą doprowadzić do wielu czynów, ale w większości przypadków mogą doprowadzić do niemocy, paraliżu i bierności.

Zatem nie myśl więcej niż potrzeba i zajmij się robotą. To co jest najlepsze, jest już w tobie. Tu i teraz. Trzeba to tylko wykorzystać i nikt inny tego za ciebie nie zrobi. A jeśli zrobi to przyjdzie ci za to zapłacić… i tutaj trafiamy na początek naszej historyjki…. Pora to przerwać i zrobić coś. Cokolwiek. Może być to kanapka….

Bo co może ci dać energię?

Kanapka!

#1155 – Strach po raz kolejny

Wracam do wpisów o strachu. Dobrze, że tu są i można, nie kopiąc całego ogródka, zajrzeć do własnych wspomnień i przemyśleń.

Jak zapanować nad strachem? Czy jest się czego bać? Jak zminimalizować ryzyka? I przede wszystkim, jak żyć z tą świadomością?

Jedna strona sprowadza się do wymyślonych problemów i zagrożeń, z których 99,9% nigdy się nie zmaterializuje. Ale spójrzmy prawdzie w oczy 0,1% niby niewiele, ale z drugiej strony powiedz to komuś kto doznał nieodwracalnego uszczerbku na zdrowiu lub zginął w jakimś wypadku, którego się jednak obawiał? Albo komuś kto podejmuje ryzyko, pomimo swych wątpliwości?

Unikać? Podejmować? Minimalizować? Schować głowę w piasek, który może okazać sie kuwetą lwa? A może nie robić niczego i napawać się bezruchem? Dziadzieć i powodować, że zagrożenie się zwiększy niepomiernie? A może pójść jeszcze inną ścieżką, o której nikt jeszcze nie słyszał, ani jej nie widział, bo jej po prostu nie ma.

Ech, marzenia i sny są dobre i ważne, ale nie można oddać się w ich objęcia bez ograniczeń. Świat fikcyjny i wymyślony jest dobry, bo nie istnieje w materialnym realmie. Z drugiej strony pytanie czy to co się nam wydaje naturalne i rzeczywiste, jest naprawdę tym czym myślimy?

A jeśli nie jest, to czy nasz strach jest prawdziwie uzasadniony?

A może ktoś po prostu chce nas podpuścić i do czegoś zmusić? Do czegoś, czego tak właściwie wcale nie chcemy zrobić, a jedynie dążymy do tego, bo tak wypada?

#1154 – co by tu dzisiaj zrobić

Dzisiaj kolejny wtorek. Będzie pewnie koło już trzydziesty drugi w tym roku. Co można z tym fantem zrobić? Na pewno trzeba dążyć, aby go przeżyć, co z pozycji zabiurkowej, którą teraz przyjmuję, wydaje się całkiem prawdopodobną opcją.

Samo przeżycie to jedno, dobrze, żeby zrobić to z klasą, przyjemnością i, co więcej, może ze szczyptą pożytku, który pozostawi po sobie posmak spełnienia, satysfakcji i nadzieji, że jednak coś w tym wszystkim, poza tajemnicą i brakiem odpowiedzi na fundamentalne pytania, jest przydatnego, dla nas i dla innych.

Życie jest tym bardziej trudne, kiedy z wiekiem uświadamiasz sobie, ze nie każdy cierpi na przypadłość realizacji miliona mniej czy bardziej potrzebnych zdań w jednym czasie, a ich współistnienie, wielobieżność oraz różnokierunkowość często wydaje wymykać spod kontroli. I w tych przypadkach rutyna, schematy i konsekwencja pomagają się zorientować w czasoprzestrzeni, często organizowanej przez osoby jednozadaniowe, posiadające długofalową wizję nieuchronnego końca uwieńczonego stosem banknotów i betonowo marmurowym pomnikiem.

Pomimo tych dystraktorów i upartego uczucia braku sensu jest wszak radość chwili i nieskończoność możliwości powtarzania czynności w inny, wysublimowany sposób, dający radość przemierzania labiryntu codzienności świeżymi i nietkniętymi stopą ludzką, ścieżkami. Czy zapach i smak truskawek nie jest taki sam każdego roku? A może jest zupełnie inny? A może wszystko naraz i na nic?

Co zatem zrobić z tak niedocenionym wtorkiem? Cieszyć się, cieszyć. I dać sobie możliwość spojrzenia na wszystko od nowa, z dziecięcą ciekawością i nowym, pisanym na kolanie, scenariuszem…Wtorek. klatka pierwsza.

#1153 – Zuzycie materialu

Wszystko jest w zyciu proste jak to tylko mozliwe. Odpalilem sobie Linuksa z pendrive na kompie sluzbowym bo mi sie prywatnego na worklidays zabierac, a tu zonk bo nie mam ustawionego polskiego jezyka. I pytanie – czy mi sie chce tego w ustawieniach teraz szukac zeby cos tu z polskimi znakami napisac, czy mi sie po prostu nie chce na to czasu tracic? Polska klawiature wlaczylem, ale nadal brak ogonkow i kreseczek 😉 No i co poradzic? Nie chce mi sie teraz tego szukac i ten wpis bedzie po prostu jak za dobrych starych czasow, kiedy sie nikt takimi pierdolami nie przejmowal.

Jak to w ogole jest mozliwe, ze mitrezymy czas na jakies takei dziwne rzeczy i dazymy do czegos co jest nieuchwytne, pozostawiajac za soba sterty smieci, odpadow i wrazen – czesto nieprzyemnych. Nie to, ze specjalnie sie chce komus na stope nadpnac, ale czasem tak wychodzi, ze ludzie maja pozniej pretensje o to czy o tamto, co dla nich jest wazne i wydaje im sie, ze w naszym obowiazku jest im to zapewnic. A to nie jest naszym powolaniem, zobowiazaniem i nam sie wcale nie chce w to rak wkladac. I tak sie tulamy po nieograniczonym niczym akwenie zycia, brodzac w plyciznie wlasnej okolicy majac na wyciagniecie reki wszystko co mozliwe. I krecimy sie w miejscu, majac nadzieje, ze nagle slepej kurze ziarno sie trafi i cos odmieni nasze zycie. Beton w butach twardnieje, skostniale stawy coraz trudniej poruszaja skrzydlami naszych marzen, a bagaz doswiadczen dziala jak balast utrudniajac wzbicie sie na bezpieczny pulap. Rutyna, nuda, nawyki, uprzedzenia i przekonania to cos co moze dzialac na nasza korzysc i przeciw nam w jednym czasie.

Jak jest naprawde, jak wyglada nasze zycie i czy jestesmy szczesliwi, to wszystko rozgrywa sie w naszej glowie i tutaj rowniez wszystko sie zakonczy, bo dopoki mamy swiadomosc i mozliwosc myslenia doputy mozemy sobie te sprawy i odczucia na wiele sposobow tlumaczyc i usprawiedliwiac takie czy inne zachowania ludzi. To co sie nam wydaje, to sie nam po prostu wydaje, a innym moze (i tak na pewno jest) wydawac sie troche inaczej, bo nic nie jest takie samo dla kazdego z nas, szczegolnie, ze kazdy ma wlasne buty i poziom odczuc.

Grunt to budowac, wspierac sie, szukac rozwiazan i dazyc do tego co nieosiagalne – swietego, energetycznego spokoju.

UFFF… Napisalem tych kilka zdan i musze stwierdzic, ze juz teraz nie jestem w stanie pisac bez polskich znakow – jakby reki brakowalo czy cos. Czyta sie to tez fatalnie – zatem kolejne doswiadczenie za mna.

EDIT: Znalazłem to ustawienie co do polskich znaków- po dodaniu układu klawiatury, przecież jeszcze trzeba na pasku zadań wybrać… Echhh – chyba się starzeję 😉