Nie znałem takiego podejścia, ale na pierwszy rzut oka brzmi całkiem rozsądnie. Jak brzmi teza?
Żyjemy w raju na ziemi, ale w jakimś momencie egzystencji zostaliśmy z tego raju wygnani mentalnie i nie widzimy cudu tego istnienia. Teraz naszym zadaniem jest po prostu to dostrzec, a jeśli nam się nie uda to możemy zyskać szansę odrodzenia się w jakiejś innej postaci i hajda od nowa. Aż zauważymy to, co niezauważalne i przyżyjemy życie tak jak trzeba.
Fajne, co nie? Daje nadzieję i możliwość osiągnięcia szczęścia tu i teraz, a tym, którym to za mało, daje też nadzieję, że jak nie teraz, to w przyszłym życiu.
Dużo? Mało? Głupie?
W sumie co za różnica? I tak na niewiele zda się psu buda jak przywiążą go w lesie do drzewa.
Świat jest piękny i tego się trzymajmy. Tu i teraz.
