Nasza bańka jest straszna. Sraszna, bo zarazem niezbędna do życia, gdyż stanowi ochronę przed zalewem informacji i bodźców zewnętrznych, a jednocześnie odcinając nas od nich stanowi zagrożenie, że coś istotnego przeoczymy. Dobrze nam w niej, bo nasz smrodek jest całkiem przyjemny, po pewnym przyzwyczajeniu, a ci co siedzą z nami w tym miejscu, z radością nam przyklaskują i tupią z radości. Kolejny problem bańki jest taki, że twardnieje z czasem, przestaje się poszerzać, a jej ścianki mętnieją utrudniając dostrzeganie tego co na zewnątrz. A na zewnątrz, wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Co prawda historia zatacza koła, a właściwie pętle, które z czasem mogą zacisnąć się na szyi.
Taka prawda. Starzejemy się, chcąc nie chcąc, życie takie jest. Zatem musimy piąć się w górę lub, jak szachowy Skoczek, zygzakiem do przodu i w bok, tak by nie dać się zaskoczyć w bezruchu.
Bańkę trzeba opuszczać, zmieniać, czyścić, wietrzyć i zmieniać jej zawartość. Świat wokół wiruje i wariuje, więc aby się w nim odnaleźć, musimy dać ponieść się wirowi, tak by w odpowiednim momencie wskoczyć na wyższy poziom.
Czy się to uda? Czy wciągnie nas matnia? Cóż – zależy to od wielu czynników, a jednym z nich jesteś ty sam i to co jesteś w stanie zrobić i co zrobisz.
Brak działania to też działanie. A za złe działanie należy się lekcja. Pytanie czy masz czas by ją odrabiać, czy lepiej działać już teraz? Oczywiście w doborowym towarzystwie. Bo Sam to był tylko strażak.
