Jakby sobie odpowiedzieć poprawnie na pytanie: co robić w życiu?
Moim zdaniem, to rób swoje.
I przestań się zamartwiać. Jakoś się ułoży. Może nie zawsze jakość i jakoś to to samo, ale z drugiej strony, trzeba zachować godność i wiarę, ze to co robisz jest warte ciebie. Albo ty warty tego co robisz.
Dużo jest ściemniaczy, naciągaczy, partaczy i wślizgowców powszednich, takich, którzy myśląc, że nie zjadając rozumów, mogą nabrać innych na mniejszą lub większą wkrętkę. A ludzie jak pelikany, łykają to i owo, a jak już łykną, to ciężko im się pogodzić z porażką i szukają potwierdzenia swoich czynów oraz następców, pamiętacie wszak historię o nagim królu?
Żadna praca nie hańbi, ale to co robisz ma też drugie dno – nie możesz krzywdzić innych, bo to niemoralne. Co prawda niektórym się udało – ale, czy to, serio, warte?
Nie trzeba mieć wykształcenia by być dobrym człowiekiem, nie trzeba siedemnastu dyplomów ukończonych kursów by być ekspertem, ale również nie szkodzą te kwity w niczym, a czasem otwierają zamknięte drzwi.
Lepiej mieć kwit niż nie mieć,
lepiej mieć pieniążek w odpowiednim momencie,
lepiej mieć plan B, niż nie mieć.
Ale i tak, żeby mieć, trzeba być.
Bo jak cię nie ma to na ch…. to wszystko?
I w końcu mi się wszystko wyjaśniło.
Pytanie ile chcesz w to włożyć, czego, ile poświęcić siebie, czasu i ile wyciągnąć.
Warto być sobą.
Warto umieć docenić wolność i wolność wyboru. Warto umieć zmieniać siebie, zmieniać otoczenie, zmieniać zdanie i uczyć z każdą chwilą. Oprócz tego, że jesteś rzemieślnikiem, spróbuj odkryć w sobie romantyczną duszę artysty i luz wielki.
Luz i dystans. I rymy nieustanne, pasujące do każdej chwili, które pozwalają odkrywać analogie i miksować priorytetami w zmieniającej się sytuacji, bo elastyczność i zmienność zwycięży, w codziennej rywalizacji ewolucyjnej dnia codziennego.
