Jedno z nieulubionych przeze mnie powiedzonek – „Leci Kabarecik”.
Nieulubione, bo używane przez osobę, której za dobrze nie wspominam, a jeszcze bardziej nieulubione, bo jednak trafne i prawdziwe.
Wszystko już było na tym świecie. Teraz tylko popłuczyny nam zostały. Niby inne, a jednak takie same ścieki jak kiedyś tylko w innym „flejworze”.
A człowiekowi się zdaje, że coś zmieni, że na coś ma wpływ. A niektórzy się jeszcze łudzą, że coś zmienią, że wystarczy chcieć i można wszystko. A można tyle na ile ci pozwoli świat. Jak nadepniesz na odcisk nieodpowiedniemu trolowi, to niestety nikt i nic ci nie pomoże. Rachu ciachu i do piachu.
I tak jak zawsze, bogaci dostaną dopłaty i ulgi, średni złożą się za to na dopomożenie najbiedniejszym. Kombinatorzy górą, uczciwi jak myszki pod miotłą, a obibokom, za dużo nie trzeba więc dadzą sobie radę na poziomie przewyższającym wkład własny.
I świat się kręci, a jakże, przecież takie jego zadanie. By się kręcić do samego końca, a nawet jeden dzień dłużej.
I w co tu wierzyć?
Jak to dzisiaj podsumował mój schorowany tato:
Pozostaje nam wierzyć w pomoc ludzką, bo na boską to już nie ma co liczyć.
Racja w 100%, jedynie ludzie mogą się sami z siebie opamiętać, bo nikt inny za nas tego nie zrobi.
