#1787 – czy jest nadzieja

Podobno nadzieja umiera ostatnia. Dlatego też nie ma co się martwić na zapas. Ale też czasem ciężko planować coś na dłuższy czas, bo zawsze jakś chmura pojawi się na horyzoncie. Jak z tym sobie radzić? Z dniem codziennym, nieuchronnością przemijania, a co gorsza, niespodziewanymi sytuacjami spadającymi jak grom z jasnego nieba?

Być optymistą? Pesymistą? Niweiadomoco-istą?

Chciałoby się patrzeć w przyszłość w jasnych barwach, chciałoby się, żeby było najlepiej na świecie, w końcu można wszystko i zrobisz to co sobie wymyślisz, przyciągniesz i wyrezonujesz. Jednak czy zawsze tak będzie? Chciałaby dusza do raju, ale każdy wuj ma swój strój (jak to mawia mój tato). Należy przezwyciężać przygniatającą moc codziennej szarości i smutku poprzez poryw radości chwili obecnej i możliwośći jakie mamy na tu i teraz.

A co z czarną godziną?

A HJWD.

Nie ma to tamto, jest tu i teraz i jutro. I co ma być to będzie. „Zagryziem pośladki, zaciśniem zęby” i zrobimy to na co pozwoli sytuacja wokół nas i ta wewnątrz. A jak będzie źle to się będziemy ciszyć tym co jeszcze zostało. Każda chwila ma swój niepowtarzalny aromat i dla każdego może być czymś innym.

Trudnym, łatwym, dziwnym, kolorowym i nespotykanym.

Chwilo trwaj.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *