Czasem dzieje się coś nie tak. Bardzo nie tak. Tak niesprawiedliwie i aż nazbyt realnie, że aż nierealnie. Tak bardzo dziwnie, że aż czegoś się chce. Tak żeby zająć myśli i głowę, czymś co przyniosłoby ukojenie i spokój. I wtedy nie wiadomo co poradzić, nawet można by rozważyć czy się na przykład nie modlić, czy coś. Choć wiadomo, że to bez sensu, bez ładu i składu. Chciałoby się zaznać spokoju i poczucia, że zrobiło się coś dobrego, co można sobie odhaczyć w dzienniczku dobego samarytanina, że uczynek spełniono.
I po to między innymi stworzono stwory zwane religiami, żeby ludzie mogli gdzieś swoje frustracje, strachy i obawy oswoić i w jakimś stopniu kontrolować.
A później to już z górki – korzyści materialne, na początku były przyjemne, później je wykorzystano świadomie i można było pójść krok dalej – kreując potrzeby, nakazy, zakazy i iluzoryczną, nieuchwytną wizję, a właściwie wizje – wiele, do wyboru i koloru, choć w zasadzie żadnego wyboru nikomu nie dano i wszystko się dzieje od tysięcy lat pod szymel, jedynej słusznej w danym plemieniu i miejscu wyznaniowej mafii.
Bądź czujny zatem w chwili zwątpienia i w dołku. Zaufaj sobie i bliskim. Myśl, fukusuj się i kontempluj, to nic złego, ale nie zabrnij za daleko i nie wiadomo po co…
