#1789 – jutrzenka

Nie wiem jak wy, ale kiedy mam jakiś gorszy czas, kręci mnie wyjście na dwór i zobaczenie wschodniej strony nieba tuż przed tym jak pojawi się na niej Słońce.

Prawie jak w tej znanej i często słyszanej kiedyś piosence: „Radość o poranku”

Daje mi to taką nadzieję i wewnętrzną energię, dzięki której, czuję, że mogę jeszcze raz sprostać wszystkim napotkanym przeciwnościom. Wierzę wtedy, że jakoś to będzie, że jakoś się ułoży, nawet kiedy jest tak sobie, ciężko, czy nawet beznadziejnie.

Bo życie nie jest jednopłaszczyznowe. Zawsze jest coś co daje nadzieję, jeśli nie na cały dzień, to chociaż na kolejne chwile. A w życiu liczą się tylko one, tak jak w zupełnie innej piosence: Tylko chwile. Liczą się tylko chwile.

Trzeba je składać, pielęgnować i chołubić, dzielić się nimi i je rozmnażać. Bo kiedyś może przyjść czas, że już ich nasza pamięć nie pozwoli przywołać i może ktoś, będzie ich żywot mógł przedłużyć i przekazać innym.

Wszystko jest do zrobienia, w jakimś stopniu, a w jakimś, póki co jest to niezmiennie niemożliwe. Tik – Tak. Słońce góra i dół. Wiosna za wiosną ulecą i przeminą, ale to nieważne, podobnie jak problemy zmienności klimatu dla osoby stojącej na tratwie płynącej przez Morze Śródziemne, uciekającej z wojennej strefy ku marzeniom z nadzieją na życie. Na jakieś życie. Piękne.

Zawsze kiedyś będzie ostatni taniec. Ostatni dzień. Ostatni oddech.

I tego się na razie nie uniknie. A Bóg? A Bóg mógłby, jakby istniał i chciał i mógł. Ale to jest plan niezmienny, a jak w serialu mówili: the truth is out there.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *