Czas goni.
To, że nie było tu statusu, to nie znaczy, że nic się nie dzieje.
Dzieje się całkiem sporo. Dwa tygodnie zwykłego trenowania a po nich, jeden tydzień na obozie w Murzasichle pod bacznym okiem Shihan Jacka i teraz tydzień w Psemantismenos. Tutaj staram się skupić na przełamywaniu słabości psychofizycznych związnych z sensem życia oraz słabościami organizmu.
Młodzieńcza chęć jest, ale ciało nieśmiało przypomina o swoich granicach. Zatem teraz nadchodzi prawdziwy czas próby – zostało pół roku by skupić się na przygotowaniu mentalnym i teoretycznym, zaś fizyczność należy doprowadzić do stanu maksymalnych możliwości nie przekraczając, nieodwracalnie, nadszarpniętych czasem i naturalnym zużyciem, możliwości poszczególnych części ciała.
Chciałoby się cisnąć codziennie na maksa, albo i bardziej, a tu po prostu nie można, bo jak się przegnie, to nie będzie niczego….
Do czego to doszło, że masz robić mniej niż by się chciało, by osiągnąć więcej.
Kolejny paradoks życia.
