#1786 – coś nowego

I znowu to samo. Fajnie siedzieć we własnym grajdołku. Wiesz co śmierdzi za rogiem, i często wiesz, że łatwiej zmienić grajdołek niż usunąć przyczynę niedogodności. I tu rodzi się odwieczne pytanie, a nawet całe stado pytań (z j. hiszpańskiego un monton de preguntas): czy zostawić tak jak jest? czy zrobić coś z tym co przeszkadza? czy zmienić miejsce? Która z odpowiedzi jest dobra i poprawna? W zasadzie jak to zawsze bywa: to zależy. Na samym początku, trzeba się pozbyć uprzedzeń oraz złudzeń i pamiętać należy o tym, że życie nie jest sprawiedliwe. Jeden ma coś za nic, inny pomimo ciężkiej pracy zawsze będzie miał pod górkę. Jeden pomimo zdrowego trybu życia i bycia miłym dla innych zemrze marnie w młodym wieku, inny będą nieświadomym tyranem, alkoholikiem czy ćpunem, będzie zatruwał życie sobie i innym przez długie lata.

To niby oczywiste, ale często stanowi przeszkodę w podejmowaniu decyzji, i wkładaniu wysiłku w realizację marzeń czy choćby nawet w ich budowaniu. Tak jak pisałem niedawno, łatwo jest mieć niskie oczekiwania i łatwo je spełnić, ale pomimo tego ludzie nie czują się szczęśliwi, gdyż niesprawiedliwość świata oraz nierównomierność posiadania majątkowego i możliwości ogólnych rujnuje poczucie szczęścia.

A co może być warunkiem szczęścia? To, że nie marzniesz, nie jesteś głodny, nic cię nie boli i masz spełnione inne oczekiwania fizjologiczne. Cała reszta to tylko nieistotne dodatki, które mogą, ale nie muszą powodować, że się dobrze czujesz. Do tego dochodzi fakt, że po każdym wzlocie, kiedy jesteś wysoko (z języka angielskiego high), następuje mniejszy czy większy spadek powodujący poczucie przygnębienia, czasem wyrzutów sumienia lub poczucia niepokoju, a u niektórych fizycznego bólu. Dodatkowo, kiedy jesteś już szczęśliwy, możesz czuć niepokój, że to wszystko kiedyś jebnie i nawet nie wiesz kiedy i dlaczego… A jebnie, bo nikt nie żyje wiecznie. Ani ty, ani twoi bliscy. Ani nikt, no może Putin, który ma sobowtórów na najbliższe 100 lat (a może to po prostu zwykłe klony).

I to wszystko dzieje się w podświadomości i często blokuje chęć do zmian. A zmian może być wiele – małych, dużych, krótkotrwałych, długoterminowych, z krótkim czasem realizacji i zwrotu kosztów inwestycji, a często wprost przeciwnie. I tak możemy sobie gdybać i udawać, że jest: fajnie, słabo* (* niepotrzebne skreślić). Ważne jest: kto i co zrobi, kto za to zapłaci i komu, jaką i kiedy, przyniesie to korzyść.

I często nie chce się ruszyć palcem, czy machnąć szpadlem, kiedy ciężko zacząć. I wtedy warto przypomnieć sobie słowa Wielkiego Proroka:

„A ch… jakoś to będzie.”

I coś zrobić, cokolwiek.

Jak nie ty, to zrobi to ktoś inny.

Coś, zrobi. I mu wyjdzie. Dlaczego? Bo tak.

Życie jest właśnie takie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *