Ciężko patrzeć na kogoś kto traci siły, kontakt z rzeczywistością i powoli zamyka się we własnym, kurczącym się świecie. Kto tego nie widział na własne oczy i nie przeżył tego z kimś bliskim, może sobie to jedynie wyobrazić i mieć wrażenie, że wie o czym piszę.
Czy ja żyję? Czy ja nie żyję? – to jedno z częstszych pytań, które w ostatnich dniach zadaje mój tato. Jak się z tym zmierzyć? Czy można mu jakoś pomóc w chwili gdy wiesz, że wszystko co mogło być zrobione jest już, tu i teraz, załatwione.
Czy życie jest sprawiedliwe? Czy jest zaskakujące? Czy można przejść z tym wszystkim do porządku dziennego? Jak bardzo trzeba na siłę trzymać kogoś w stanie, kiedy nie potrafi decydować o tym czego chce, co mu potrzebne, co musi, co powinien i co dla niego dobre?
Wspomnienia zostaną, każda chwila jest inna, a każde przeżycie pozostawia ślad w naszym umyśle. Pięknie i prawdziwie, ale możesz dojść do momentu, że nic w tym umyśle nie będzie dla ciebie jasne i oczywiste, a codzienne informacje i wiedza, do których miałeś dostęp nagle zostaną chwilowo lub trwale odseparowane od twojej jaźni.
Gdzie jesteś? Która jest godzina? Czy masz pić? Czy jeść? A właściwie co to jest i dlaczego to takie ważne?
Gonitwa myśli, niepokój, strach przed tym co się dzieje i co będzie zaraz? Czy to co wiesz, było naprawdę, czy to tylko wytwór twojej wyobraźni albo resztki snu?
Co będzie za chwilę? Bo przecież coś będzie? Ciemność, cisza? Spotkanie z bliskimi? Z Bogiem? Ze światłem? Nikt tego nie wie, a każdy kiedyś to przeżyje. W pewnym sensie.
Przesłanie jest jasne. Dziś jesteś taki jak jesteś. Ze swoimi zaletami, wadami, możliwościami, marzeniami i blokadami.
Jutro będziesz zupełnie inny.
O ile doczekasz jutra.
