#1785 – pożegnanie

Jako dziecko zawsze się bałem, że mój Tato umrze. Był to strach wielki, wręcz irracjonalny i paraliżujący.

Tato wtedy mówił, żebym się nie martwił, bo kocha mnie jak stąd do nieskończoności, a ja jego jeszcze trochę bardziej. I nigdy nic nas nie rozłączy. I ja dalej w to wierzę. I tego się trzymam, bo zawsze będę go kochał a on kocha mnie, tylko go przez jakiś czas nie będę widział.

W ostatnich latach, a w szczególności w ostatnich miesiącach, spędziliśmy dużo wspólnego czasu, nadrabiając minione lata, kiedy każdy miał coś do załatwienia, ogarnianie rzeczywistości, bieżących spraw, problemów, sukcesów i porażek. Był to seria dobrych, choć ciężkich chwil, kiedy widać było jak choroby odbierają mu po kawałku fizyczne możliwości ciała, ale pogoda ducha Henia i dobry humor nie dały rady zostać złamane, niemal do samego, cichego, końca.

Tato wspominał dawne czasy, kiedy chodził boso do szkoły, nie dlatego, że to zdrowo, tylko dlatego, że bieda w powojennej Polsce zmuszała do tego i nie było innego wyjścia. Uczył się przy świeczkach, bo prąd podłączyli dopiero w latach 60 XX wieku, kiedy był już dorosły. Wspominał swoje lata szkolne w podstawówce i liceum w Komarówce Podlaskiej. Wspominał okres studiów, kiedy wyjechał do studiującej siostry do Lublina. Opowiadał o swoich przygodach z kolegami, którzy nazywali go Śmiechotkiem, z uwagi na charakter, sposób bycia i ciągłe żarty, które płatał znajomym i nieznajomym. Ta pogoda ducha zjednywała mu ludzi, z którymi zawsze starał się nawiązać bliski kontakt. Był społecznikiem i kochał w zasadzie wszystkich ludzi, starał się zawsze wejść w ich buty i zrozumieć co kieruje ich postępowaniem. Czasem się z czymś nie zgadzał, ale nauczył nas tolerancji i otwartości na inne poglądy, a także prezentował sobą możliwość akceptacji wad. Własnych również. Po prostu pozwalał każdemu być sobą, o ile nie szkodzi innym.

O latach pracy i jego zaangażowaniu w inne obszary działalności możnaby mówić godzinami, udzielał się w ochotniczej straży pożarnej, był ławnikiem w sądzie pracy, zarządcą administracyjnym, a przede wszystkim pracownikiem socjalnym i kadrowym. Wiele osób mówiło i nadal mówi, że Henio im pomógł jak mógł, a jeśli nie mógł, to zawsze starał się pomóc w znalezieniu racjonalnego rozwiązania. Słuchał ludzi, rozmawiał z nimi i rozumiał ich rozterki. Za to go podziwiam i chciałbym być taki jak on.

Ulubione powiedzenia mojego taty:

Nie jest tak, że nie mogłoby być lepiej, ale nie tak źle, że nie mogłoby być gorzej.

Dopóki widzę, słyszę i mówię, to żyję.

Mądry głupiemu ustępuje, ale robi to tak, żeby było dobrze.

Nie zawsze po równo jest sprawiedliwie. Trzeba oceniać również możliwości danej osoby.

Matka jest tylko jedna.

Nadzieja umiera ostatnia.

Jak tam u ciebie? Jak inni poradzili sobie z podobnymi zadaniami? Czy jesteś sam w tym, czy ktoś ci może pomóc?

Zawsze wiedziałem, że jest. Że mogę przyjść i powiedzieć, że potrzebuję pomocy, wsparcia, czegokolwiek.

Cieszę się, że mogłem spędzić czas z nim w ostatnim okresie i choć trochę odwdzięczyć się za to co mi dał przez całe życie. W końcu nie byłem jednostką ani idealną, ani łatwą w obsłudze. Robiłem mnóstwo głupot i chadzałem własnymi ścieżkami. Nigdy nie zostałem, przez to odrzucony czy ukarany. Zawsze była rozmowa i analiza. Moja analiza i refleksja.

Dziękuję i tęsknię.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *