Coraz częściej zadaję sobie pytanie – jak bardzo ci zależy na tym co robisz? Ile kawałka duszy za to oddasz i czy jak przyjdzie wróg, którym cię straszą zewsząd, staniesz do walki, by własną krwią, godnością i życiem bronić tego w co powinieneś wierzyć?
Bo przecież od dziecka nie uczą nas jak kochać każdego jakim jest (niby to powtarzają co niedziela, ale ….), tylko pokazują wszędzie jak można zadawać zło. Innym ludziom. Nam podobnym. Z którymi, chcąc, czy nie chcąc mamy najwięcej wspólnego na tej planecie. Ci są tacy, tamci są inni, jescze inni są źli bo się czymś tam wyróżniają. Albo cechami osobowości, albo wiarą w coś czego się nie da ani udowodnić, ani pomierzyć, poza dogmatami. Albo ilością posiadania dóbr materialnych, na które, tak czy inaczej zarobili chłopi, niewolnicy lub robotnicy sprzed pokoleń. Oni mają inny emblemat i już są wrogami. Nieważne jest w co wierzy jednostka, bo została ukształtowana na modłę…. A może jest tam w środku zagubiony człowiek? Szukający po prostu akceptacji, spokoju i przestrzeni do normalności?
Tylko komu tu wierzyć i ufać, jak na koniec i tak jest tak samo, tylko się inaczej nazywa.
