#1796 – scenariusze

Dobrze mieć wiele scenariuszy w zanadrzu. Mogą żyć i rozwijać się w zakamarkach umysłu dostarczając emocji, ożywiających nasze nieustanne potrzeby i pragnienia. Mogą rozgałęziać się i kluczyć w meandrach równoległych światów wypełnionych wyimaginowanymi stworami. Bawią nas ucząc, uczą bawiąc, ale czy posuwamy się dzięki nim do przodu w naszej czterowymiarowej czeasoprzestrzeni ograniczonej naszym materialnym bytem?

Czasem trzeba wyjść z Matrixa i sprostać przeszkodom i bodźcom zewnętrznym kreującym naszą drugą nić – tę odbieraną przez nasze ciała i umysły. Nie jest łatwo ruszać przedmoiotami z użyciem fizyczności jeśli nasze myśli skupiają się jedynie na wewnętrznych potrzebach mogących zostać zaspokojone przez chemię i fizykę mózgu lub co gorsza, poprzez elektroniczne interfejsy wykorzytsujące, póki co nasze nieliczne zmysły. Wszystko się zmienia, za chwilę oprócz wzroku, słuchu, dotyku, będziemy stymulowani na poziomie fal mózgowych i dopiero wtedy okaże się, jak nasz prawdziwy świat może być nudny.

A on wcale nie jest nudny, ale wymaga wysiłku, zaangażowania i poświęcenia energii psychofizycznej na realizację marzeń poprzez doświadczanie trudności w ich zdobywaniu. A ta gra nie ma autosejwa, ani możliwości przywracania stanu, w większosci przypadków. Zegar tyka, realny czy nie, nie zatrzymamy go póki co, pora więc wykonać kolejny ruch w naszej partyjce, którą rozgrywamy głównie ze samym sobą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *