Był kiedyś chłopiec. A właściwie go jeszcze nie było. Był w planach Bogów sprawujących władzę nad tym, kto i kiedy pojawi się na świecie. No i właśnie pojawiło się zapotrzebowanie na jego materializację. Tu i teraz, by sprostać problemom, które już za 33 lata zaleją świat, bo na koniec 2019 jest planowana pandemia strachu. Zostało przygotowane ciało i duszyczka została wytypowana do implementacji w krystalizującym się organizmie. Starszy Specjalista Aniołowstrzykiwacz załadował strzykawę protonową i gotów był podjąć procedurę, ale pani Marysia z Centrum Kreowania Emocji zaprosiła go na szybką kawę do automatu. Odłożył więc urządzenie na stół i oddalił się w stronę komnaty socjalnej.
-Witaj Homobonusie – rzekła korpulentna blondynka uśmiechając się w sposób tak szczery, że było widać błyski diamentów na jej aparacie nazębnym. – Co tam dzisiaj ciekawego robisz? – wyciągnęła ku niemu rękę z kubkiem białej kawy.
-Hej Maryjko – dzień, jak co dzień. Już marzec za pasem, więc musimy wyrobić normę kwartalną. Wstrzykujemy ile wlezie, żeby wskaźniki dla Najjaśniejszego osiągnęły zadowalający poziom – radośnie wytrajkotał i puścił do niej oko.
-Dzisiaj mam zmianę z Ekspedytem, więc nadrobimy wszystkie zaległości z ostatniego tygodnia, kiedy byli u nas stażyści z Purgatorium. – kontynuował i wziął łyk napoju. – Ależ smaczna kawa! Z takim kokosywym posmakiem. Moja ulubiona. A co tam słychać u Ciebie, w CKE?
-A szykuje się właśnie impreza integracyjna poziomu trzeciego i chciałam zapytać czy nie zechciałbyś z mną pojechać? Będziemy chodzić ciemną doliną i leżeć na zielonych pastwiskach. Planowane są również zadania grupowe i fiesta dwudniowa na zakończenie – co ty na to? – To pod koniec maja będzie, jak już wiosna zawita na dobre! – również puściła do niego oko i lekko się zarumieniła.
-No cóż, brzmi jak plan. Pod koniec maja akurat mam wolne weekendy, zatem nie przewiduję problemów czasoprzestrzennych w tym okresie. – Rzucił okiem na naścienną klepsydrę i kontynuował – Azaliż nie zajdzie Słońce jutro, a dam Ci opdowiedź jednoznaczną, żeby nie trzymać Cię w niepewności. Teraz jednak muszę już wracać do pracy, gdyż tiket otwarty zostawiłem i zmuszony jestem dotrzymać terminów. Miło było Cię obaczyć i dziękuję bardzo za niebywały napitek!
-Okej Drogi Kolego! Będę oczekiwać z niecierpliwością i również wracam do pracy, gdyż musimy umieścić daszbordy na kamiennych tablicach. Wszak jutro weekly i podsumowanie sprzedaży! Terminy gonią, a praca sama się nie zrobi, niestety! Trzeba się starać bo znowu mają być przeglądy kompetencji nim przyszły Księżyc nastanie! – uśmiechnęła się jeszcze raz i skinęła głową.
Rozstali się przeciągając wymianę spojrzeń i wrócili do swoich codziennych zadań.
W tak zwanym międzyczasie, który występował w tym miesjcu dosyć często, przeskoczyły trzy zęby koła rozrządu ciał, ale Homobonus, wspominając rozmowę ze znajomą zamyślił się i przeoczył ten drobny, acz brzemienny w skutkach szczegół. Systemy zabezpieczeń powinny wykryć taką pomyłkę, ale niestety, jako że oszczedności nakazały wykluczyć z wdrażania fazy testów omyłkowych, działania zostały, bez niezbędnej, w tym przypadku, weryfikacji, wykonane i zatwierdzone.
I cyk, duszyczka została wstrzyknięta trzy milmetrosekundy później na północ niż powinna. Niby żaden problem, bo w obrocie było około 8 miliardów dusz, a błąd na poziomie 1.25e-10, nie wydaje się zbyt wielki, ale patrząc z poziomu duszyczki co można jej powiedzieć? Jak to się dalej potoczyło? Duszyczka wypasiona, 48-bitowa, z multifunkcjonalnym przetwarzaniem niskopoziomowym z wyższej półki, z pozłacanymi stykami i chlodzeniem siedmiowymiarowym została wtłoczona do mizernego, embrionu niszczonego alkoholem, nikotyną i brakiem chęci życia jego matki.
Cóż można począć, kiedy jesteś tam gdzie nic nie można zrobić? Gdzie nicość spotyka się z pustką, a niemoc wzmacniana jest depresją samotności, ciemności i nieprzeniknionego zimna i mroku.
Serce bije tak mocno jak może, pompuje krew przez małe i kruche naczynia, ale nie ma żadnej nadziei, że rozwinie się istota, która sprosta problemom rzeczywistego świata. Ktoś kto mógł stworzyć wynalazki, które dotąd śniły się jedynie nielicznym, nie jest w stanie opanować odruchu poprawnego oddychania i przetwarzania pokarmu i bodźców.
1728 godzin ziemskich trwała walka dobra ze złem i jak w wielu podobnych przypadkach dobro wróciło do poziomu zera bezwględnego, dokładnie tam, gdzie czas pyta się sam siebie, po co zegar tyka, skoro nikogo to nie interesuje.
20 gramowe serce powiedziało dobranoc, po wykonaniu 17 milionów uderzeń, a mały mózg, nie mogąc zapanować nad niesfornymi organami, poddał się, nie dokonując żadnego cudu.
Czy była to słabość ciała? Przecież to ciało było wytypowane do zatrzymania tego co złe? A może duszyczka była niekompatybilna? A może zawiodła wiara, że to wszystko potoczy się tak jak planował Papet Majster? A może do problemów w rozwoju tego człowieka przyczyniła się katastrofa w Czernobylu, kiedy biedny embrion właśnie budził się do życia?
Tego niestety nie dowiemy się z tej historii, ale jedno jest pewne, że Adaś nie jest temu winien. Zrobił co mógł i odszedł w ciszy, spokoju i smutku, który pogrążył jego nieświadomą niczego rodzinę.
