Wszystko jak wiecie bazuje na tym co możemy wymyśleć lub odkryć. Stąd nasza pozorna nadzieja, że jeszcze będzie lepiej. Nie będzie lepiej, bo człowiek niczego nie stworzył z pustki. Wszystko co osiągaliśmy i osiągamy to transformacja energii w coś innego, na różnych poziomach egzystencji. A to przerabiamy ziemniaki w kał, czasem w c2H5OH, a później w chore wymysły, czasem ktoś zmieni wodę w wino, przy użyciu mocy lub iluzji, które również wymagają dostarczenia energii z zewnątrz. Nic nowego się nie zadzieje, po prostu łączymy kolejne kropki, liniami naszego życia. Tak jak znajdują się na naszych dłoniach, tak w niewidzialny sposób łączą się z przeszłością i przyszłością, angażując nas w teraźniejszość. Co by było gdyby? Gdyby widzieć w trochę innym paśmie, nadawać na innej częstotliwości i mieć możliwość innego spojrzenia na odbicia fal i energii wokół nas? Na czym się skupić i jak porzucić wrażenie, że ktoś wrzuca nam kłody pod nogi, kiedy nam się coś należy, bo odpowiednio to wizualizujem i chcemy do siebie przyciągać.
Tak więc, aby przetworzyć energię, musimy mieć paliwo, maszynę która je wykorzysta i element, na którym trzeba pracować. No i pomysł jak to zrobić lub chociaż chęć by robić, bo czasem pomysł objawia się w trakcie. Bo tak naprawdę czy my wiemy w którą stronę płyniemy? Coś tam nam się wydaje, czymś nas mamią, obiecują dyskonty i promocje, ale pod spodem ktoś na tym zarabia.
A my mamy być wdzięczni. Działać możemy jak chcemy, pod warunkiem, że działamy w dobrej wierze, a jak robimy to zgodnie z kursem i czasem, to łapiemy wiatr w żagielek. Raz za razem, dopóki się ucho w dzbanie nie urwie. Albo lina w żagielku, albo zawias w laptopie, albo podeszwa nie odpadnie.
Bo w końcu puści najsłabsze ogniwo. I skręcimy gdzieś kierując się na jakiś kolejny obiekt. Co z nami będzie?
To tajemnica.
