Dzieje się, dzieje. Zorganizowałem spotkania dla zdających i wspólnie dokręcamy kata pod okiem sensei Janusza, a ostatni raz pod okiem shihana JC.
Jest progres i poprawa. Nie wiem czy się z tego powodu cieszyć czy martwić, bo z jednej strony chciałoby się, żeby już wszystko było najlepiej na świecie, ale z drugiej strony, zawsze jest coś do poprawy. Poza tym prowadzę sekcje i się angażuję, wykorzystując pomoc innych sensei.
Jestem dobrej myśli i kondycyjnie dochodzę już do momentu, gdzie jest dobrze. Nie tak dobrze jak 5 czy 10 lat temu, ale jest dobrze, jak na mój wiek.
Jeszcze pełne dwa tygodnie przygotowań w gazie i później kilka dni na pełną regenerację przed obozem.
Chce się chcieć, choć wiadomo, że będzie ciężko 😉
Powiem wam w sekrecie, że lubię jak jest ciężko, wtedy stres gdzieś uchodzi i nie trzeba za dużo myśleć. Wszystko dzieje się automatycznie.
