Spektakularne wtopy zawsze są widoczne. Jak się wywalisz przy końcu finiszu na maratonie i nie będziesz przez to pierwszy, na pewno zostanie to w pamięci zawistnych i szczęśliwych z tego powodu ludzi. Może nawet będziesz wtedy bardziej lubiany i zaśpiewają ci „nic się nie stało, OoO nic się nie stało”. Czasem to, że ciężką pracą do czegoś dojdziesz też nie przysporzy ci chwały, czy splendoru, bo powiedzą: „ale mu się udało, znowu”.
A prawda jest taka, że nie powinno się szukać radości i spełnienia w oczach innych. Wszystko co robisz, rób dla siebie i sam siebie rozliczaj z tego co ci po drodze wyszło. „Gdy emocje już opadną, jak po wielkiej bitwie kurz” – przyjdzie pora na chwilę refleksji i rzetelną analizę, tego co wyszło przy okazji, a co było sztywnym rdzeniem pracy psychicznej, fizycznej i wynikiem planowania.
Łork smart, not hard, jak mawiają Indianie czy Hindusi. Czasem potrzeba zebrać się w sobie, wstrzymać oddech, i wpasować się w przerwę między uderzeniami serca, by w odpowiednim momencie pociągnąć za spust, uwalniający energię pchającą pocisk wprost do celu. Nie wszystko widać na zewnątrz, zatem nie nie warto się przejmować na zapas.
