Było tu ciho przez parę dni, ale to nie znaczy, że nic się nie działo.
Po pierwsze mieliśmy zaplanowany od dłuższego czasu, w sumie za krótki, urlop, który pozwolił nam spełnić kolejne marzenia. O tym będę pisał na dniach, bo wspomnienia i doświadczenia z tego czasu są, po prostu, bezcenne.
Po drugie adoptowaliśmy przedwczoraj PSA, teraz mamy dwa. Ten, ta w zasadzie, bo to SUKA, w typie Labradora, pierwotnie zwana Luną, u nas objawia się jako GRANDA i to imię opisuje wszystko, czego się można było spodziewać.
Roczna psina po przejściach, trzymana w kojcu, została odebrana właścicielce przez fundację i tak, po ponad 300km przejażdżce (w jedną stronę), staliśmy się jej nowymi przewodnikami. Roboty będzie w ciul, pracy nad sobą, dziećmi, psami bez miara, ale jedyna rekompenstata tego, to to, że daliśmy jej dom, w którym, jest szansa, wszyscy bęziemy mogli dalej wieść spokojny żywot (no może nie za spokojny, bo my energię lubimy).
Także, jest co robić, praca wre, bo roboty służbowej wiele, treningi trzeba prowadzić i kolejne zawody do ogarniania już za rogiem.
Jest Bardzo Dobrze i tego się trzymajmy, choć stres próbuje przytłoczyć i zahamować dalszy rozwój.
