#1842 – MSB – Jak nas góra oszukała

Wstaliśmy niespiesznie około 06:30. Do końca wędrówki zostało nam około 40km, zatem wiedzieliśmy, że podzielimy tę trasę na dwa dni, Postanowiliśmy spać gdzieś pod namiotem, w okolicach góry Żar. Tyle wiedzieliśmy rano. Wypiliśmy kawę w schronisku i ruszyliśmy w drogę. Była 07:45 i pogoda zapowiadała się całkiem obiecująco. Rozpoczęliśmy zatem wędrówkę pod górę, na Leskowiec i dalej w stronę Potrójnej. Po drodze wypiliśmy śniadanie i dotarliśmy do szeroko opisywanych: Chatki Pod Potrójną i Chatka Na Potrójnej. W porównaniu do Leskowca z niczym się te miejsca nie umywały, ale jak wiemy lepszy rydz niż nic. Wypiliśmy w tym drugim miejscu kawę i herbatę na tarasie i ruszyliśmy dalej w drogę licząc na jakiś dobry posiłek w Karczmie na Kocierzu. Dotarliśmy tam po kilku godzinach i tym razem zawiodły nas ceny. Zbyt luksusuowo jak dla nas było. Wypiliśmy co nieco, Monia zjadła ciasto i poszliśmy dalej. Zjedliśmy kanapki na przydrożnym stole, rozmawiając z dwoma młodymi turystkami, przemierzającymi MSB w tę samą stronę co my, już 11 dzień. I dalej znowu to samo: góry, lasy, trochę w górę, trochę w dół. Jakieś ruiny szałasu kamiennego. Przełęcze i takie tam ciekawostki.

Dotarliśmy na szczyt Kiczory i powoli szukaliśmy miejsca na nocleg. Prawie wszystko było perfekcyjne: widok – piękna panorama, dystans pozostały na kolejny dzień – poniżej 20 km, czas, prawie dobry: 1630. Nie pasowały nam dwie rzeczy: śmietnik jaki panował w wiacie i drugie co jeszcze gorsze: strasznie przenikliwy i zimny wiatr. Chcąc nie chcąc ruszyliśmy dalej, w stronę góry Żar. Po drodze w czasie krótkiej przerwy zajrzeliśmy do książeczki z diademu gór polskich i się okazało, że jest tam Łamana Skała, którą mijaliśmy. Jednak nie mieliśmy z tego miejsca zdjęcia. Po krótkiej analizie wyszło, że szczyt nie leży na naszym szlaku, lecz trzeba na niego zboczyć kilkaset metrów. I dupa blada, będziemy musieli na nią wrócić kiedyś, bo już nam się kilku kilemetrów nie chciało wracać. Byliśmy głodni i źli. Na siebie i na te j$#aną górę.

Chcąc nie chcąc, ruszyliśmy dalej. Na żar, gdzie mieliśmy nadzieję coś zjeść. Niestety dotarliśmy tam po 17 i knajpy już były zamknięte. Wiało jak w kieleckiem, zatem ruszyliśmy w dół. Znaleźliśmy miejsce na kolacyjkę, pojedliśmy kolejne „gorące kubki” i schodziliśmy dalej bacznie szukając miejsca na nocleg. Ciemno sie juz robiło, zeszliśmy do wioski i postanowiliśmy sprawdzić miejscówkę, która objawiła nam się na mapie jako skały, oddalone kilkadziesiąt metrów od ulicy. To był kolejny strzał w dziesiątkę! Piękna miejscówka pod półką skalną, która dawała znakomite schronienie od wiatru.

O 19:45 leżeliśmy już w śpiworach w namiocie niechybnie czekając aż zaśniemy.

Dystans dnia 6: Prawie 27km, kilka więcej niż zamierzaliśmy początkowo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *