Często zwrot „udało się” aż ciśnie się na usta, kiedy projekt, nad którym pracowaliśmy, szczęśliwie dobiega do końca i przychodzi faza celebracji oraz podsumowań sukcesu. U nas w organizacji, jak ja osobiście uważam, bardzo słusznie, ten zwrot jest zakazany, a jego użycie piętnowane, oczywiście z uśmiechem na ustach. Jak bowiem coś, nad czym usilnie pracowałeś, planowałeś, chuchałeś, chroniłeś przed zewnętrznymi przeciwnościami mogło się wydarzyć samo? Jak można powiedzieć: no było i „się udało”.
Nic się samo nie udało. To, że wynik jest zgodny z oczekiwaniami, jest zazwyczaj rezultatem świadomych i rzeczowych działań, zgodnych ze zmieniającą się rzeczywistością. Wynik ten, świadczy o zaangażowaniu, wylanym pocie, czasem związanym z pracą, często ze stresem, mnogości zaplanowanych scenariuszy alternatywnych oraz przeprowadzeniu serii działań minimalizujących pojawiające się ryzyka i zagrożenia.
„Udało się” – przesuwa podmiot sprawczości w nieznane rejony ujmując sprawczości prawdziwym wykonawcom, którzy sprostali pojawiającym się przeciwnościom.
Zatem analizując i przedstawiając sukcesy swoje i innych unikaj tego zwrotu, strony biernej i innych konstrukcji, które niepotrzebnie pomniejszają wkład do przedsięwzięcia. To my, nasza Drużyna – zrobiliśmy to co trzeba, tym co było dostępne, aby zapewnić ten wynik, który mówi sam za siebie.
Żadne „udało się”.
