Posłaniec to jedna z trudniejszych życiowych ról. Szczególnie wtedy, kiedy informacje, które przekazujesz, nie są dobre i pomyślne dla odbiorców. Wtedy właśnie twój wizerunek staje się ucieleśnieniem zła, a twa osoba jest akurat pod ręką by przelać na nią swą frustrację i niezadowolenie.
Czy warto zatem pełnić taką rolę? Cóż, biorąć pod uwagę fakt, ile razy się z tym borykamy, nie warto naweć rozważać odpowiedzi na to pytanie, a potrzebujemy poszukać innego, bardziej właściwego: Jak być najlepszym możliwym posłańcem i nie zginąć przy tym od razu. Ani nie stać się ofiarą na którą każdy może wylać frustrację i wykorzystać jako Pierwotną Przyczynę (z ang. „Root Cause”) swych niepowodzeń i życiowych potknięć.
Posłańcu, posłanniczko – pamiętaj, że nie jesteś ofiarą, a przede wszystkim medium przekazującym informacje. Życie na pierwszej linii, niezależnie jakiego frontu i jakiej profesji zawsze wiąże się z wielkim stresem, odpowiedzialnością i koniecznością powstrzymania emocji, które cisną się często na usta i członki. Głupota ludzka, pierwsza reakcja i zamknięcie we własnej bańce, z której łatwiej bronić własne argumenty, często uniemożliwia poprawną analizę sytuacji, w której znajdują się obie, a nawet więcej stron konwersacji. Gdyby rola posłańca była prosta i lukratywna – organizacje, szefowie wszystkich szefów i bogowie, przekazywaliby swe posłania bezpośrednio do odbiorców. A tak używają posłańców, którzy po wygłoszeniu swego przekazu, często giną, udowadniając jednocześnie, jakie to było mądre, ważne i daleko idące przesłanie – często wyprzedzające o stulecia swoją epokę.
Trzymaj się zatem, rób co trzeba i zważaj na słowa, bo raz wypuszczone, będą użyte przeciwko tobie, niezależnie od tego jakie były pierwotne intencje i zamierzenia.
