Czy ja już dostatecznie dojrzałem do tego by wiedzieć kim jestem i co bym chciał robić w życiu? Czy traktuję znaki, sygnały i drogowskazy zbyt pobieżnie by dostrzec w nich wskazówki dające nadzieję na spełnienie marzeń, o których nie śmię śnić?
Co jest miarą sukcesu w życiu, a przede wszystkim dojrzałości i spełnienia? Osiąganie nowych celów, czy pielęgnowanie tych starych i niezmienność poglądów i przemyśleń? Czy należy się biczować za błędy młodości, czy brnąć w bagno pomimo świadomości, że ta droga prowadzi na samo, podwójne, dno. Czy tańczyć jak grają, czy nie tańczyć w ogóle, bo nie lubię, czy zamienić taniec na coś innego, podobnie jak Stryjek zamienił siekierkę?
Często znamy jedynie wycinek histoii, a odnosimy ją do naszych wyobrażeń i oczekiwań, a życie, ma to po prostu w dupie i drwi sobie z nas grając na nosie skoczne melodie, przy których ciężko płakać nad swoim losem. Chłopaki nie płaczą, dziewczyny nie skaczą po drzewach, a nikt nie powinien mówić tego co myśli, bo jeszcze urazi to panią Jadzię z warzywniaka. Milion dróg przenikających się płaszczyznami, o których ciężko mówić i myśleć otwarcie. Co jest błędem, co nauką, doświadczeniem, porażką czy zwrotem ku lepszemu? Zawsze można dostrzec złe strony medalu, często można farbować ogon jak lis, który próbował oszukać las. Las Krzyży – jak na końcu przekonał się Adaś Miauczyński. Czytaj do końca, ze zrozumieniem i nie daj się zwieść pozorom, bo prawda leży tam, gdzie najmniej się jej spodziewamy.
